zwiedź ze mną świat
komentarzy 11

A DREAMER’S STORIES – BLOGERSKIE OPOWIEŚCI THE BLOND TRAVELS

jak zostać cyfrowym nomadą

Po krótkiej przerwie wracam do Was z wpisem z serii Blogerskie opowieści. I tym razem znalazłam inspirującą osobę, która chętnie opowie o tym, jak znalazła się na drugim końcu świata, dlaczego pracuje zdalnie i czy bycie cyfrowym nomadą jest rzeczywiście takie fajne.

W Asi zachwyca mnie jej determinacja. Widać, że siła marzeń ma dla niej ogromne znaczenie. Jej historia to świetny materiał na książkę. Zresztą przeczytajcie sami!

Cześć! Opowiedz nam proszę o sobie. Kim jesteś, co robisz na co dzień?

Mam na imię Asia i pochodzę z najpiękniejszego miasteczka nad Bałtykiem, z Łeby. Jestem emigrantką, nomadką, włóczykijem. Zawodowo jestem blogerką i nauczycielką języka angielskiego.

10 lat spędziłam w Anglii, wykonując przeróżne prace administracyjne. Moja ostatnia była dość prestiżowa, bo byłam asystentką jednego z najważniejszych ludzi w świecie medycznym. W tym samym czasie poznałam co to są podróże. Wyjechałam po raz pierwszy do Tajlandii i wpadłam jak śliwka w kompot. Zakochałam się w tym kraju i od tamtego czasu ciągle kombinowałam jakby tam się przenieść. Rok później wyjechałam na 3 miesiące do Azji. Poznałam ludzi, którzy robili niesamowite rzeczy, byli instruktorami nurkowania, nauczycielami, blogerami. Też tak chciałam. Chciałam żyć w tropikach. Anglia była zawsze dla mnie za zimna, ponura, za droga, zbyt poważna. Po 3 miesiącach wróciłam, sprzedałam swój dobytek, zakończyłam swój 10-letni związek i wyjechałam do Tajlandii. Zrobiłam tam kurs TEFL i zostałam nauczycielką angielskiego w collegu w Chiang Mai. Przez dwa lata dobrze się bawiłam aż zaczęłam poznawać tzw. cyfrowych nomadów, ludzi którzy pracują zdalnie i podróżują. Zdecydowałam, że ja też tak chcę. Znalazłam pracę jako nauczycielka angielskiego online i postanowiłam rozwinąć mojego bloga, którego wtedy pisałam dla rodziny i znajomych. Obecnie zajmuję się właśnie blogowaniem na The Blond Travels oraz udzielam lekcji angielskiego przez internet.

The blond travels wywiad

Skąd pomysł na bloga podróżniczego?

Blog powstał lata temu, kiedy po raz pierwszy wróciłam z Tajlandii. Wtedy po prostu chciałam pisać i fotografować. Blogowanie traktowałam jako moje hobby. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie miałam pasji. Lubiłam czytać, ale nie myślałam o tym jako o czymś co kocham. Kiedy zaczęłam blogować to było tak, jakby nagle przede mną otworzył się świat. Poczułam jakiś głębszy sens w życiu. Pisałam najpierw po angielsku. W ten sposób chciałam ćwiczyć język, ale im więcej Polaków dowiadywało się o tym co robię, tym miałam więcej próśb o pisanie po polsku.

The Blond Travels dzisiaj to blog nie tylko podróżniczy. Nadal owszem podróżuję, ale piszę bardzo dużo o życiu w Tajlandii i na emigracji. Uwielbiam go prowadzić. Dzięki blogowaniu, robię to co kocham, żyję gdzie chcę i pokazuję świat innym, co jest dla mnie bardzo dużym plusem.

Jak przygotowujesz się do podróży? Inspirujesz się treściami na innych blogach, zasięgasz opinii znajomych czy tradycyjnie zerkasz do przewodników?

Oh, gdybyś ty tylko wiedziała jak bardzo jestem niezorganizowana. Kiedyś przygotowywałam się bardzo dokładnie. Czytałam przeważnie przewodniki. Lubiłam mieć wszystko w jednym, na kartach książki, gdzie mogłam podkreślać najważniejsze rzeczy. To było dawno.

Zanim osiadłam w Chiang Mai, pojechałam w długą podróż. Byłam też w Australii. Australia to było moje marzenie. Próbowałam się wtedy przygotowywać. Miałam nawet przewodnik, który otworzyłam tylko raz. W Melbourne wylądowałam nie mając w ogóle pojęcia o tym co mam tam robić. Był grudzień, 14 stopni, a ja myślałam, że w Australii jest zawsze gorąco i miałam na sobie szorty i koszulkę na ramiączkach.

To doświadczenie mnie niczego nie nauczyło :)) Do tej pory jak gdzieś jadę to nie mam pojęcia co mam tam robić. Wsiadam w samolot i lecę. Później wynikają z tego śmieszne sytuacje, jak np. ta, kiedy ostatnio pojechałam na Railey Beach w Tajlandii, nie mając pojęcia, że plaża oddzielona jest od lądu wysokimi klifami i trzeba dopłynąć tam łódką.

Teraz podróżuję z moim chłopakiem. Niestety, Chris jest tak samo zdezorganizowany jak ja. Wystawia to nasz związek na częste próby :))

The blond travels wywiad

Czy słyszałaś o idei „slow travel”? Identyfikujesz się z podróżowaniem w rytmie slow? Jesteś typem osoby odhaczającej atrakcje turystyczne czy raczej zbaczasz z wytyczonych ścieżek? A może szukasz czegoś pomiędzy?

Tak, słyszałam. Dość dawno napisałam nawet artykuł na ten temat. Nie wiem jednak czy to moje podróżowanie jest ‘slow’. Myślę, że po prostu lubię robić to w moim własnym stylu.

Przede wszystkim nie lubię odhaczać atrakcji. Uważam, że przemieszczanie się z jednego miejsca do drugiego, jak to robią backpackerzy, jest nie tylko męczące, ale nie daje ci tego samego co spędzenie dłuższego czasu w jednym miejscu.

Ja lubię zostać gdzieś dłużej, zwiedzić co jest do zwiedzenia i jeżeli mi się tam podoba to zostać tam trochę. Wtedy zazwyczaj znajduję sobie kafejkę, gdzie piję kawę, poznaję lokalnych mieszkańców, z którymi codziennie serdecznie się witam i którzy też witają mnie jak dobrego znajomego. Takich rzeczy nie doświadczysz kiedy zwiedzasz szybko.

Pragnę też dodać, że aby podróżować powoli nie trzeba mieć góry pieniędzy czy nielimitowanego czasu. Czasami warto zrezygnować z czegoś, zostać gdzieś dłużej i nie pędzić. Zawsze to mówię ludziom, którzy przyjeżdżają do Chiang Mai i pytają się co mają zobaczyć. Przeważnie turyści w ciągu 3 dni chcą zrobić tyle, że ja naprawdę nie wiem skąd oni biorą tyle siły. A mało kto wie, że Chiang Mai to na przykład piękne kafejki czy stylowe restauracje, gdzie można spędzić cały dzień.

Gdzie odbyłaś swoją podróż życia?

Ah, takie pytanie…Przecież jestem jeszcze młoda! Tyle przede mną!

A tak poważnie to myślę, że do tej pory to na pewno była Australia i Bali, chociaż przez moje roztargnienie i dezorganizację nie zobaczyłam tych najważniejszych rzeczy.

Myślę, że jednak jeszcze taką podróż odbędę.

The blond travels wywiad

Moim największym podróżniczym marzeniem jest…

Mam dwa – Iran – bo mam znajomych stamtąd i to są wspaniali ludzie. Do tego tamtejsze jedzenie jest boskie! I Ekwador – kiedyś śniło mi się, że tam mieszkałam i wtedy sobie postanowiłam, że tam pojadę i zamieszkam.

Wielu z nas marzy o pracy zdalnej, opowiedz nam proszę jak to się stało, że to właśnie na taki tryb pracy się zdecydowałaś. Jesteś zadowolona? Jakie widzisz zalety i wady pracy z domu?

Jak już wspomniałam, na ten tryb pracy zdecydowałam się bo poznałam dużo osób, które właśnie to robiły. Wtedy pracowałam w szkole i miałam powoli dość. Nie wiedziałam też za bardzo co ze sobą zrobić. Nie chciałam wracać do Europy i nie chciałam też pracować w tajskiej szkole. Tak się złożyło, że akurat wtedy poznałam dziewczynę, która uczyła online. Ja nie posiadam żadnych umiejętności typu programowanie czy design, ale potrafię uczyć i jestem w tym dobra, więc wysłałam podanie do amerykańskiej agencji i zostałam przyjęta jako nauczyciel freelance.

Jestem bardzo zadowolona. Przede wszystkim dlatego, że mogę ułożyć sobie dzień jak chcę. Czuję się też bardziej spełniona, mam więcej energii. Mam motywację, pierwszy raz w życiu mam zawodowy cel. To jest piękne!

Zalet pracy zdalnej jest wiele, od możliwości podróżowania i życia w różnych krajach po elastyczny czas pracy.

Wad też jest trochę. Na pewno nie jest to praca dla tych, którzy lubią towarzystwo i pracę z ludźmi. Mimo, że uczę i kontakt z innymi mam ciągle to tak naprawdę nie obcuję z nimi 24/7. Czasami czuję się zmęczona i nie mam ochoty na pracę i nie mam nikogo kto byłby w stanie mnie zmotywować. Mogę jedynie wyżalić się mojemu ukochanemu, który wysłucha, ale na pewno nie gra on tutaj roli kolegi z pracy czy szefa, który podczas spotkania da ci porządnego kopa.

Wiem też, że np. programiści i graficy często tęsknią do pracy w biurach, bo po jakimś czasie zaczyna brakować im typowej interakcji z innymi pracownikami. Ja tak nie mam. Mimo, że uchodzę za osobę, która lubi towarzystwo to jednak praca w korpo nużyła mnie bardzo, w szczególności ‘small talki’, które są tak normalne w angielskich firmach. Zawsze uważałam, że są one stratą czasu.

Oczywiście nie zapominajmy, że jeżeli jest się panem swojego czasu to też jest się panem swojego konta i przychodów. Nigdy wcześniej nie miałam swojego biznesu i do teraz ciężko mi się przyzwyczaić do tego, że czasami ktoś mi nie zapłaci na czas albo że mogę nie zarobić wystarczająco.

The blond travels wywiad

Ostatnio odważyłaś się i założyłaś swoją szkołę językową, ale nie taką typową, bo udzielasz lekcji angielskiego przez Skype’a. Uważasz, że to dobry sposób na naukę języka obcego? Jak często widujesz się online ze swoimi podopiecznymi?

Tak, po ponad roku uczenia dla agencji, w końcu postanowiłam iść na swoje. Uczę angielskiego przez Skype i posługuję się wyłącznie technologią. Uważam, że jest to świetny sposób na naukę. Uczniowie nie muszą jechać na drugi koniec miasta, wydawać dodatkowych pieniędzy na materiały, mogą zawsze się ze mną skontaktować. Dzięki technologii mogę sprawdzać ich zadania domowe na bieżąco i robić to przed lekcją. Jest to bardzo wygodny sposób na naukę.

Z uczniami widuję się różnie. Generalnie, preferuję częste lekcje, ale jak to bywa w życiu, nie każdy ma czas, więc z niektórymi widuję się 4-5 dni w tygodniu, a z innymi 3. Mam też jedną panią, która ma trójkę dzieci i możemy widywać się tylko raz w tygodniu.

Gdybyś miała powiedzieć moim czytelnikom jedno zdanie, które miałoby ich zainspirować do ruszenia w podróż byłoby to…

Mój ulubiony cytat pochodzi z książki Titziano Terzaniego, który był moją inspiracją do zwolnienia tempa w moich podróżach.

Każde miejsce to kopalnia złota, trzeba tylko dać sobie trochę czasu, posiedzieć przy stoliku w herbaciarni, przyglądając się przechodniom, postać trochę przy straganie na rynku, pójść do fryzjera. Podchwyci się jakiś trop- słowo, spojrzenie, rozmowę z przyjacielem którejś ze znanych nam osób- a najbardziej nieefektowne, niepozorne miejsce staje się zwierciadłem świata, witryną życia, ludzkim teatrem.

The blond travels wywiad


Asię możecie znaleźć tutaj:

Facebook

OK English Facebook

Grupa Życie w Tajlandii

Instagram

Twitter


I jak Wam się podobały opowieści z drugiego końca świata? Założę się, że niejeden z Was marzył o takim życiu, a jak widać przy odrobinie pomysłu, siły i determinacji można żyć marzeniami.

 

 

Filed under: zwiedź ze mną świat

by

W chwili obecnej mieszkam w Cambridge w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuję. Czytam na potęgę, uwielbiam kryminały oraz pięknie wydane magazyny. Lubię gotować, choć Arek twierdzi, że gotuje lepiej. Uwielbiam jeść oraz próbować nowych smaków. Kocham podróże i staram się wyjeżdżać tak często jak to możliwe czy to za miasto czy na drugi koniec świata. Przeżywam ogromną fascynację ideą slow life i z chęcią Wam opowiem o tym jak zmieniam swoje życie oraz otaczającą mnie rzeczywistość.

  • Coekawy wywiad! Asię znam i podziwiam za to co robi!

  • Jak fajnie ze wreszcie kto kogo nie znam! 🙂

  • Niesamowita historia! I świetny pomysł ze szkołą językową on-line 🙂

  • Bloga Asi czytam od dawna, a autorkę podziwiam za konsekwencję w dążeniu do celu, jakość i pomysły na biznes. Trzymam kciuki za szkołę językową online. W obecnych czasach to świetne rozwiązanie. 🙂

    • Ja też jestem po wrażeniem jak Asia konsekwentnie dąży do celu. Widać, że ma pomysł na siebie i zamiast rozmyślać, kombinować po prostu realizuje swoje pomysły krok po kroku. Trzymam mocno kciuki, bo widać w tym ogromną pasję 🙂

  • Kolejna osoba, która udowadnia, że jak się chce, to można:) Brawa dla Asi za podążanie za swoimi marzeniami.

  • Ilona Wróblewska

    Najważniejsze to uwolnić się od ograniczeń jakie sami sobie tworzymy. Fakt, że żeby podjąć taką decyzję trzeba się też nieco do tego przygotować bo nie każdy od razu może pozwolić sobie na stanie się cyfrowym nomadem. Ja podziwiam każdego kto podejmuje trudne decyzje bo trzeba mieć dużo odwagi i determinacji! A decyzja o porzuceniu pozornie wygodnego życia i przeprowadzki na drugi koniec świata niewątpliwie do łatwych nie należy. Gonić za marzeniami – to jest to!

    • Bardzo słusznie zauważyłaś, że większość ograniczeń jest w naszych głowach a wyzbycie się ich wcale do łatwych zadań nie należy.
      Nie każdy też chce zostać cyfrowym nomadem, ale jeśli to właśnie o tym marzymy, spójrzmy na historię Asi i wyciągnijmy z niej jak najwięcej. Czasami po prostu trzeba zacząć działać, nic się samo nie zrobi 🙂

  • Najlepszy cytat! Rzeczywiście jest tak, że często szukamy czegoś bardzo ekscytującego, marzymy o podróżach, a nie potrafimy dostrzegać i cieszyć się tym, co mamy pod nosem. I według mnie, jeśli nie potrafisz cieszyć się urodą własnego miejsca, to choćbyś był na szczycie wieży Eiffla, na azteckiej piramidzie czy w centrum Nowego Jorku – już w tej chwili będziesz gonił do następnego miejsca, bo popycha cię tęsknota za czymś, czego nie ma.

    Fantastyczne zdjęcia, zwłaszcza ostatnie.

    • Oj jakie to prawdziwe! Szczęście, radość jest w nas i jeśli go nie dostrzegamy to nie zauważymy go również na drugim końcu świata. Słuszna uwaga 🙂