Kategoria: ja i mój lifestyle

W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA – O PODRÓŻACH SŁÓW KILKA

Siedzę w pustym pokoju. Spakowane walizki czekają już w przedpokoju. To już kolejny raz kiedy pakujemy całe swoje życie w kilka toreb i zostawiamy wszystko, bo za chwilę zacząć wszystko na nowo. Dopiero niedawno do mnie zaczęło docierać, że życie wcale nie musi być jednym ciągiem. Może być za to krótkimi epizodami. Że stabilizacja to pojęcie względne, dla każdego znaczy coś innego.

Przeprowadzaliśmy się już kilka razy. Zaczęliśmy od wspólnych studiów w Toruniu, gdzie po trzech latach zostawiliśmy uczelnię i kilku wspaniałych przyjaciół na rzecz życia w wymarzonym Krakowie. Tam też nie zagrzaliśmy długo miejsca, bo już po roku wyjechaliśmy na kolejny rok do Włoch na Erasmusa. A potem prosto do Anglii gdzie w sumie najdłużej zagrzaliśmy miejsce. W Cambridge wpadłam w rutynę, z której trudno było mi się wygrzebać. Wyjazd do Australii przerażał. Bo jak to? Wyjechać na drugi koniec świata bez konkretnego planu, z biletem w jedną stronę, bez zaaranżowanej pracy i mieszkania, nie znając praktycznie nikogo?

Kiedyś myślałam, że życie polega na skończeniu studiów i znalezieniu dobrej pracy. Jednak od zawsze kochaliśmy podróże i w pewnym momencie zaczęło do nas docierać, że te krótkie wypady na weekend nie do końca nam wystarczają. Przez całe studia w wakacje jeździliśmy do Anglii dorobić, mieliśmy więc trochę zaskórniaków na city breaks, krótkie odwiedziny znajomych na Erasmusie, ale nigdy nie wybraliśmy się nigdzie na dłużej. Dopiero jak zamieszkaliśmy w Anglii zaczęłam wyszukiwać tanie bilety, organizować wypady na tydzień, bądź dwa. Odwiedziliśmy Maroko, grecką wyspę Zakhyntos, Minorkę, a także Peru i zachodnie wybrzeże USA. Wciąż nam było mało.

Marzyło nam się, aby gdzieś pojechać na dłużej, aby móc wtopić się w tłum, żyć w danym miejscu, poczuć jak to jest zmagać się z tymi samymi bolączkami jak i radościami co mieszkańcy danego miejsca. Padł pomysł podróży dookoła świata. Niestety koszty nas nieco przerosły, więc kiedy przypadkiem natknęliśmy się na informację o wizach Work and Holiday w Australii wiedzieliśmy, że to idealne rozwiązanie dla nas. Na podróże można zarobić pracując już w Australii. Idealnie!

I to właśnie przyjazd do Australii odmienił moje życie i postrzeganie tego co najważniejsze. Zniknęły obawy o przyszłość, przestałam się stresować narzucaną przez społeczeństwo stabilizacją, zaczęłam po prostu żyć pełnią życia, biorąc z niego to co najlepsze. Przestałam się stresować rzeczami, na które nie mam wpływu, raczej zaczęłam odczytywać pewne znaki jako drogowskazy. Dopiero kiedy odpuściłam zaczęłam oddychać pełną piersią. Zaczęłam doceniać małe rzeczy, które przynoszą mi mnóstwo radości. Zniknęłam z sieci by jeszcze bardziej skupić się na tu i teraz. Nie patrzeć na telefon, bloga, zaległe wiadomości i komentarze. Zrobiłam to dla siebie i kiedy w końcu zatęskniłam za blogiem i pisaniem wróciłam na innych warunkach. Przez długi czas blog i social media były na pierwszym miejscu, bo uważałam, że to dla mnie najlepsze i najważniejsze. Że trzeba pracować na sukces bloga i pisanych przeze mnie tekstów. Lecz gdy pojawiło się wypalenie nic nie przynosiło satysfakcji, a raczej frustrację, że nic nie posuwa się do przodu w tempie, w którym bym chciała.
Przewartościowałam to co dla mnie najważniejsze. Teraz jestem skłonna zniknąć z sieci na kilka dni tylko po to, by jeszcze bardziej doceniać to co mam dookoła. A w Palm Cove miałam dużo. Plażę położoną zaledwie 10 minut pieszo od domu. Znajomych, którzy chcieli się spotkać po pracy. Przepiękne wodospady, do których dojazd zajmował tylko pół godziny. Miałam czas na czytanie, samotne spacery, gotowanie, słuchanie podcastów. I przestałam sobie wyrzucać, że to czas stracony, zmarnowany. Dostrzegłam, że jeśli nie jestem szczęśliwa to nie potrafię pisać, być osobą, którą chcę być dla Was, czytelników.

Najważniejszym wnioskiem do którego doszłam podczas tych kilkumiesięcznych rozważań jest jednak to, że życie wcale nie musi być jednym ciągiem wydarzeń. To nie musi być przydługi film, za to może być serią krótkich odcinków, które z każdym kolejnym robią się jeszcze ciekawsze. Może to mało poetyckie porównanie, ale właśnie tak czuję. Że poszczególne etapy mojego życia były niezbędnymi odcinkami, aby w końcu akcja mogła rozwijać się w taki sposób w jaki się rozwinęła. Nie byłabym tu gdzie jestem, nie byłam tym kim jestem, gdyby nie poszczególne doświadczenia, napotkani ludzie, odwiedzone miejsca. I choć pożegnania bolą to wiem, że to jeszcze nie czas na zostanie gdziekolwiek na stałe.

To podróże zmieniły moje postrzeganie świata. Sprawiły, że nie chcę żyć w jednym miejscu, spędzając jedynie trzy tygodnie urlopu na krótkich wypadach. Czuję, że chcę więcej. Chcę jeździć, poznawać, żyć. Długo mi zabrało, aby zdać sobie sprawę, że to mój sposób na szczęście.

I wiem, że nie wszyscy to podzielają, nie wszyscy to rozumieją. Wiem, że bliscy i przyjaciele chcieliby nas mieć bliżej. Ja też tęsknię i wiem, że to ogromny minus życia w podróży, ale czy powrót byłby wart porzucenia marzeń? Nie sądzę. Dlatego nie wracamy. Dlatego jeszcze popróbujemy, bo kto wie? Może to właśnie tam czeka na nas szczęście.

CZYTELNIA #3 – MAŁE ŻYCIE

„Małe życie” długo czekało na swoją kolej. Z opowieści przyjaciół wiedziałam, że to będzie trudna lektura, więc nie chciałam zaczynać jej w przypadkowym momencie w życiu. Chciałam mieć czas na kontemplowanie i zastanawianie się o co tyle zamieszania. Czy „Małe życie” to rzeczywiście książka, która potrafi zmienić postrzeganie świata jak twierdzą niektórzy? 


„Małe życie” Hanya Yanagihary to najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 roku. Dla mnie „Małe życie” to najpiękniejsza opowieść o przyjaźni jaką kiedykolwiek czytałam.

Akcja powieści dzieje się w Nowym Jorku, mieście pełnym pułapek, nadziei i ambicji. To opowieść o czwórce przyjaciół, których ścieżki przecięły się w collegu. Mamy tu ekstrawaganckiego JB, którego talent malarski zwiastuje ogromną karierę. Jest Willem, który próbuje swoich sił na deskach teatru i jednocześnie pracuje w restauracji, aby zarobić na czynsz. Jest Malcolm, który pragnie zostać architektem, oraz Jude, który jest główym bohaterem książki. Najbardziej z nich wszystkich wycofany, delikatny, milczący i tajemniczy. Studiuje matematykę i prawo.

„Małe życie” to studium charakterów całej czwórki. Hanya Yanagihara rozkłada na czynniki pierwsze ich dzieciństwo, młodość, rok po roku. Analizuje, stosuje retrospekcje, które tak uwielbiam. Przenosi nas w czasie, pozwala poznać głównych bohaterów, pozwala nam ich nienawidzić i kochać jednocześnie, pozwala kwestionować ich decyzje i życiowe wybory. W tym wszystkim jednak ukazuje prawdziwe emocje, które towarzyszą nam od pierwszych stron. Ta ponad 800 stronicowa książka nie jest w stanie pozostawić nikogo obojętnym na losy bohaterów.

Hanya Yanagihara porusza tematy ważne, o których w codziennym pośpiechu zapominamy. Zapominamy jak ważną rolę odgrywają nasi przyjaciele, jak wiele im zawdzięczamy. Zapominamy o okazywaniu miłości, dbaniu o sobie nawzajem. Autorka ma niebywały dar do opisywania szczególnie trudnych momentów. Wielokrotnie musiałam książkę odłożyć, zamknąć oczy i przeanalizować moje własne uczucia, które wzbudziła we mnie akcja książki. Pełno tu trudnych tematów wobec, których trudno przejść obojętnie – wykorzystywania seksualnego, molestowania, przemocy, samookaleczenia, niepełnosprawności, samotności.

male-zycie-recenzja

„MAŁE ŻYCIE” NAJPIĘKNIEJSZE CYTATY

Zapewne tego, co chcę teraz powiedzieć nie zrozumiesz, jednak pewnego dnia zdasz sobie z tego sprawę, że sposobem na przyjaźń, jak uważam, jest znalezienie ludzi, którzy są lepsi niż ty sam. Nie mądrzejszych, nie fajniejszych, lecz bardziej szczodrych, hojniejszych oraz takich, którzy potrafią wybaczać. Gdy już ich znajdziesz, doceniaj ich za to czego mogą cię nauczyć i staraj się ich słuchać, kiedy będą mowić coś o tobie, nie ważne jak złe lub dobre by to było. Przede wszystkim jednak ufaj im, co okaże się być najtrudniejszą rzeczą, jednak najlepszą z możliwych.
Związki nigdy nie dostarczają nam wszystkiego. dostarczają niektórych rzeczy. Masz pełną listę rzeczy, których oczekujesz od drugiej osoby – zgrania seksualnego, powiedzmy, albo dobrej rozmowy, albo wsparcia finansowego, albo odpowiedniego poziomu intelektualnego, albo miłego usposobienia, albo lojalności – i wolno ci wybrać trzy z tych rzeczy. trzy i koniec. może cztery, jeżeli masz szczęście. Tylko w kinie znajduje się partnera, który oferuje pełny zestaw. W realnym świecie musisz się zdecydować, z którymi trzema wartościami chcesz spędzić resztę życia, a potem poszukać tych wartości w drugiej osobie. Na tym polega życie. Nie widzisz że to pułapka? Jeżeli będziesz się upierała znaleźć wszystko, skończysz z niczym.
Przedmioty psują się i czasami są naprawiane, ale w większości przypadków uświadamiamy sobie, że bez względu na to, co się zniszczyło, życie układa się na nowo, by zrekompensować nam stratę, niekiedy w sposób cudowny.
Przyjaźń to ciąg wymiany: uczuć, czasu, niekiedy pieniędzy, zawsze informacji.
Czy nie jest cudem sama przyjaźń – znalezienie drugiej osoby, która samotny świat czyni mniej samotnym?

Czy choć odrobinę zaintrygowałam Was tą krótką recenzją? Z całego serca polecam przekonać się dlaczego cały świat tak zachwyca się powieścią Hanya Yanagihary pt. „Małe życie”. 

A może ktoś już z Was czytał i chciałby się podzielić wrażeniami? 

 

 

CISZA

Czym dla Ciebie jest cisza? Czy ciszę odnajdujesz tylko wtedy, gdy jesteś sama? Gdy wokoło panuje cisza jak makiem zasiał? A może gdy wyłączysz telefon, zapomnisz o wirtualnym świecie i skupisz się na tu i teraz?

Ja pozwoliłam sobie na chwilę zniknąć z sieci. Wyciszyć umysł, wyłączyć się. Częściej być, czuć, przeżywać. Pozwoliłam sobie prowadzić nieco nudne, normalne życie, pełne drobnych przyjemności. Żyć z dnia na dzień, nie planować.

Mieszkamy w maleńkiej miejscowości, gdzie czas jakby się zatrzymał. Panuje tu spokój. Nad ocean mogę dojść w 10 minut. Polubiłam tę trasę. Idę najpierw przez zacieniony park, mijam kilka mostów nad niepozornym strumykiem. Kiedy dochodzę do plaży i zdaję sobie sprawę, że właśnie spełniam swoje marzenie o mieszkaniu blisko wody nie dowierzam. Bo przecież łatwiej jest do czegoś dążyć, o czymś marzyć, za czymś gonić niż zdać sobie sprawę, że to czego się tak bardzo chciało jest tu i teraz.

Nauczeni jesteśmy życia w biegu. W pogoni za lepszym jutrem. Wmówiono nam, że trzeba wiecznie się rozwijać, uczyć, zdobywać, pracować. Zapomniano dodać, że gdy nie znajdziemy odpowiedniego balansu pomiędzy tymi wszystkimi czynnościami, a odpoczynkiem, czasem dla siebie, to w pewnym momencie przestanie nam to sprawiać przyjemność.

Od kiedy zamieszkaliśmy na północy zaczęliśmy prowadzić dosyć proste życie. W Palm Cove nie ma za dużo rozrywek, zresztą sporo pracujemy i to w knajpach więc nasze godziny pracy są nieregularne, często kończymy późno, zmęczeni.

Zdecydowanie częściej sięgam po książkę niż po komputer. Więcej gotuję niż siedzę na blogu. Częściej odpoczywam niż przeglądam feed’a na Facebooku. Ciało się buntuje, bo po długich godzinach pracy jedyne o czym marzy jest popołudniowa drzemka. A ja ją sobie bezkarnie ucinam.

Życie przewróciło mi się do góry nogami. Próbuję odnaleźć w tym sens, lekcję dla siebie. Od zawsze byłam bardzo zorganizowana. Z kalendarzem zapisanym po brzegi, z zadaniami na każdy dzień. Z kilkoma wpisami na bloga na zapas. Wszystko na tip top. Jednak życie zaczęło mi się wymykać z tych ram, gdy straciłam rutynę i musiałam zacząć wybierać. Nowy tekst, zdjęcia, fanpage, Instagram czy odpoczynek, chwila dla siebie, spacer nad ocean. Wygrało życie offline, które tak mnie wciągnęło, że trudno mi się tu wraca. Jednak w głowie mam miliard myśli, pomysłów czekających na zrealizowanie, że powoli chcę ułożyć nowy plan. Nową rutynę, która pogodzi oba te światy bez zatracania się. Bez niepotrzebnej presji i wyrzutów sumienia. Bo jak można mieć wyrzuty sumienia, że wybiera się życie tu i teraz w słonecznej Australii zamiast siedzenia przed komputerem?

Kiedy to się stało? Jak to się stało? Kiedy daliśmy się wpędzić w tę pułapkę zapominając, że w życiu najważniejsze jest życie?

WYGRZEBANE Z SIECI CZYLI LINKI GODNE POLECENIA #16

Po kilku miesiącach przerwy wracam do Was z nową odsłoną wygrzebanych z sieci czyli linków godnych polecenia. Jak zawsze znajdziecie tu sporą dawkę inspiracji podróżniczych, fotograficznych, kulinarnych… Nie przedłużam, zapraszam do lektury!


Te zdjęcia Izabeli Urbaniak przypomniały mi moje beztroskie wakacje nad morzem, które spędzałam u dziadków jako dziecko. Pamiętam jak dziś te długie, upalne dni na plaży i popołudnia spędzane z koleżankami i kolegami. Ogniska, granie w piłkę na polu, wizyty w sadzie, spacery po mleko do pobliskiego gospodarstwa. I smutek i łzy, gdy koniec sierpnia zbliżał się wielkimi krokami i trzeba było wracać do „miasta”.

Izabela Urbaniak co roku wyjeżdża ze swoimi dziećmi i kuzynostwem na wieś, gdzie bez smartfonów i komputerów spędzają beztroskie wakacje.

Fot. Izabela Urbaniak
Fot. Izabela Urbaniak

Dziennik podróży Bolesława Stelmacha to książka, która została laureatem prestiżowego konkursu 50 Books | 50 Covers. Dziennik podróży jest zapisem procesu powstawania Teatru w Budowie – Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. To edytorska perełka!

Przykład bezbłędnej pracy edytorskiej, zdjęcia umieszczone z ogromnym wyczuciem i wrażliwością, a oprawa introligatorska dopełnia książkę prostotą i siłą.

– Próba odpowiedzi na odwieczne pytanie: jak się spakować do bagażu podręcznego? Triki Doroty, która prowadzi bloga kameralna.com.pl oraz zachęta do wypróbowania metody 10×10 (w ciągu 10 dni nosimy wyłącznie 10 ubrań) – u Doroty na blogu oraz Facebooku regularnie prowadzone są wyzwania, podczas których kobiety wzajemnie się wspierają, dzielą inspiracjami i pomagają wprowadzić minimalizm do garderoby). U mnie też znajdziecie kilka wskazówek jak spakować się w podróż. Ciekawa jestem czy Wy macie swoje triki?

– Podróże i smakowanie lokalnych przysmaków to dla mnie prawie synonimy. Oto dowód na to, że nie jestem w tym przekonaniu sama. Kilka kobiet, różne historie, a łączy je pasja do odkrywania nowych smaków. Jako wierna czytelniczka bloga The Adamant Wanderer z przyjemnością przeczytałam o tym, jak Ula zaczęła swoją przygodę z podróżami, studiami za granicą i skąd ta miłość do gotowania i jedzenia.

25 nawyków na lepsze życie. Zasada małych kroczków sprawdzi się tu doskonale. Małe zadania, które koniec końców mogą doprowadzić do spektakularnych efektów. Wstawaj wcześnie, dużo czytaj, podróżuj, prowadź dziennik, słuchaj, bądź uważna… Jestem na dobrej drodze!

3 książki o designie, rozwoju i minimalizmie przedstawione w nietypowy sposób. Kasia z przepisnadizajn.pl, oprócz typowej recenzji, pokazuje co z danej książki warto zaimplementować w życiu. Świetny pomysł! Lekturę Chcieć mniej Katarzyny Kędzierskiej mam już za sobą, ale pozostałe dwie książki wpisuję na listę tych do przeczytania.

6 najpiękniejszych jezior na świecie według National Geographic. Mam nadzieję, że Pink Lake, które znajduje się w Australii Zachodniej uda nam się zobaczyć podczas naszego pobytu w Down Under. Które Was najbardziej zachwyciło?

– W Krakowie zostawiłam kawałek serca. Mam wrażenie, że gastronomiczny Kraków wiecznie się zmienia, ewoluuje, dlatego z taką radością podrzucam Wam tekst z duzepodroze.pl, gdzie znajdziecie listę 15 miejsc, które warto znać w Grodzie Kraka. Kawiarnie, restauracje, foodtrucki… Zatęskniłam!

– Jako miłośniczka domowych i naturalnych kosmetyków dzielę się z Wami kilkoma przepisami, które możecie wykonać niskim kosztem w domowym zaciszu:

9 rzeczy, które można wykorzystać do zasadzania sadzonek. Upcycling to świetna metoda na nadanie pozornie niepotrzebnym rzeczom drugiego życia. Opakowanie po jogurcie, połówki cytryn, opakowania po pomidorkach koktajlowych, rolki po papierze toaletowym czy wytłoczki po jajkach to tylko niektóre z pomysłów. Stosujecie upcycling?

Lista 50 najlepszych filmów w historii kina. Widzę, że mam sporo do nadrobienia. Oglądaliście filmy z czołówki? Jak wrażenia?

– Niezwykle inspirujący wywiad z Justyną Karamuz, projektantką i ceramiczką oraz wielbicielką życia w rytmie slow. O tym co dla Justyny oznacza slow, o jej codziennych rytuałach i domowym zaciszu opowiada Marii Rauch. Justyna stworzyła Slowpresso, czyli piękny, minimalistyczny, ceramiczny zestaw do parzenia kawy. Świetny projekt, który warto wesprzeć!

Fot. slowpresso.pl

10 błędów, które popełniamy przygotowując zielone koktajle. Przyznać się bez bicia, kto popełnia choć kilka z wymienionych przez Agatę błędów? Mnie się zdarza, więc jest nad czym pracować.

– Uwielbiam klimat zdjęć Łucji Stefaniuk i to, jak prezentuje kobiece piękno. Ta sesja skradła moje serce. Plaża, delikatne światło, naturalność… Zapragnęłam stanąć przed jej obiektywem!

Fot. Łucja Stefaniuk
Fot. Łucja Stefaniuk
Fot. Łucja Stefaniuk

Znaleźliście coś interesującego w najnowszej odsłonie Wygrzebanych w sieci czyli linkach godnych polecenia? A może czytaliście bądź napisaliście ostatnio coś interesującego i chcielibyście się podzielić artykułem?