ja i mój lifestyle, slow life
komentarzy 59

CHARITY SHOPS CZYLI ANGIELSKIE LUMPEKSY

angielskie lumpeksy charity shops

W dzisiejszych czasach nie jest wstydem przyznanie się, że ubiera się w lumpeksach. W pewnym momencie stało się to nawet modne. Nigdy nie miałam uprzedzeń i chętnie jeszcze w czasach gimnazjalnych zaglądałam do ulubionych sklepów z używaną odzieżą i kupowałam skórzane torebki i paski dosłownie za grosze. Wtedy jednak nie miała dla mnie znaczenia jakość ubrań, często sięgałam po te z zagraniczna metką, dużym logo, czyli po to czego nie było u nas w sklepach, albo po coś, na co nie było mnie stać. Z wiekiem mój stosunek do lumpeksów się nie zmienił, zmieniło się jedynie podejście do zakupów w nich. O tym czym są charity shops i o mojej miłości do angielskich lumpeksów.

CHARITY SHOPS CZYLI ANGIELSKIE LUMPEKSY

W Wielkiej Brytanii na próżno szukać typowych lumpeksów znanych z naszego podwórka. Za to w każdym mieście możemy natknąć się na charity shops czyli sklepy charytatywne. Cała idea polega na tym, że ludzie zamiast wyrzucać niechciane ubrania, książki, płyty, meble czy zabawki oddają je do sklepów, z których dochód przeznaczany jest na cele charytatywne. Rodzajów charity shops jest mnóstwo, od sklepów wspierających walkę z rakiem, walczących z głodem na świecie po maleńkie sklepiki wspierające lokalne inicjatywy. Nie dość, że mamy okazję kupić ubrania, dodatki czy sprzęty domowe za grosze to jeszcze możemy wesprzeć szczytne cele!

Charity shops oraz ciucholandy dają drugie życie przedmiotom niechcianym i niepotrzebnym. Ja to postrzegam w kategoriach recyklingu, zapobieganiu marnotrawienia.

Na zdjęciach możecie zobaczyć zegarek z Calvina Kleina, który kupiłam za 9,90 funta, klasyczną białą koszulę z Zary za 4,49, wełniany płaszczyk z Dolce&Gabbana za 40 funtów, czy piękną filiżankę za 1 funta.

P1130475_Fotor P1020332 P1020290 P1020712

CO MOŻNA KUPIĆ W CHARITY SHOPS?

W brytyjskich lumpeksach można kupić dosłownie wszystko. Sprzęt elektroniczny, meble, talerze, sztućce, zabawki, książki, płyty, obrazy, ubrania, dodatki. Są sklepy specjalizujące się wyłącznie w rzeczach do domu, a są takie, w których znajdziesz wszystkiego po trochu.

Angielskie lumpeksy charakteryzują się tym, że wyglądają bardzo schludnie, czysto, a ubrania zwykle powieszone są na wieszakach. Często kolorystycznie, co akurat doprowadza mnie do szewskiej pasji. Bo jak szukam swetra to niekoniecznie w konkretnym kolorze. Muszę wtedy obejść cały sklep i przejrzeć wszystkie wieszaki w poszukiwaniu konkretnej rzeczy. Chociaż z drugiej strony jest to całkiem niezły chwyt marketingowy – a nuż znajdziesz coś pomiędzy wieszakami.

Można tu znaleźć sporo markowych ubrań oraz ubrań dobrej jakości. Często są one droższe, ale wciąż tańsze niż nówki sztuki. W Londynie sporo jest fajnych charity shops, w których są osobne wieszaki, z ubraniami od projektantów, jednak ceny potrafią być horrendalne. Zawsze jednak można sobie wmówić, że przecież pieniądze idą na szczytny cel… Vintage jest bardzo modne wśród brytyjskiej młodzieży tak wiec ubrania w tym stylu są dosyć drogie. Przykładowo spodnie z Levis’a, które u nas w ciucholandzie kupuję na wagę za 4 zł tu kosztują grubo ponad 30£.

Do najpopularniejszych sklepów charytatywnych należą:

  • Oxfam
  • British Heart Foundation
  • Cancer Research UK
  • Scope
  • British Red Cross
  • The Salvation Army

SKLEPY CHARYTATYWNE W POLSCE

Idea sklepów charytatywnych w Polsce robi się coraz popularniejsza. W Gdyni funkcjonuje sklep, w którym sprzedawane jest głównie rękodzieło, a dochód ze sprzedaży zasila konto gdyńskiego hospicjum im. św. Wawrzynca. W Warszawie znajduje się ich kilka w tym dwa sklepy charytatywne fundacji Sue Ryders, o których możecie przeczytać na NaTemat.pl. W Krakowie w zeszłym roku otworzono pierwsze sklepy charytatywne z ramienia Fundacji Largo. Bardzo mnie cieszy, że coraz więcej tego typu sklepów otwiera się w naszym kraju. Jest to łączenie przyjemnego z pożytecznym.


Słyszeliście kiedyś o sklepach charytatywnych? Co myślicie o tej idei?

Filed under: ja i mój lifestyle, slow life

by

W chwili obecnej mieszkam w Cambridge w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuję. Czytam na potęgę, uwielbiam kryminały oraz pięknie wydane magazyny. Lubię gotować, choć Arek twierdzi, że gotuje lepiej. Uwielbiam jeść oraz próbować nowych smaków. Kocham podróże i staram się wyjeżdżać tak często jak to możliwe czy to za miasto czy na drugi koniec świata. Przeżywam ogromną fascynację ideą slow life i z chęcią Wam opowiem o tym jak zmieniam swoje życie oraz otaczającą mnie rzeczywistość.

  • Uwielbiam charity shops! Kiedy mieszkałam w Szwecji cały czas do nich zaglądałam (zwykle jednak po książki :)).

  • Świetne rozwiązanie, oby w Polsce się przyjęło. Niestety moda w Polsce na lumpeksy zrobiła się tak duża, że niektóre punkty mają ceny z kosmosu (mam na myśli te normalna, na których ktoś nieźle zarabia).

  • Kasia Troszok

    szczytny cel, ale niestety mało popularny pozdrawiam http://rekodzielo-kasi.blogspot.com/

  • Według mnie idea charity shops jest świetna, a można znaleźć tam naprawdę wartościowe rzeczy. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że w Polsce też takie istnieją. Pytanie tylko, czy przyjmą się one na większą skalę.

  • Krzysztof Kubik

    Chodzę po tych czaritach już od kilku lat, bo można tam prawie wszystko znaleźć. Czy to się przyjmie w Polsce? Trudno wyczuć. Wszystko zależy czy organizacja, która otwiera taki sklep, nie będzie musiała do tego dopłacać.

  • Większa porcja cierpliwości, bystre oko, i można wiele ciekawych rzeczy dla siebie wypatrzeć. 🙂

  • O ja nie słyszałam jeszcze ale idea bardzo fajna 🙂 . A do lumpeksów zaglądam od czasu do czasu uda mi się kupić coś fajnego 🙂

  • Ty to zawsze znajdziesz takie perełki, że mnie zżera od środka :D:D Jak ja się wybieram to albo zawsze towar jest wybrakowany, albo za duże to na mnie. Sama idea Charity shop mi się mega podoba. Kupując pomagamy tym potrzebującym.

  • Kiedyś usłyszałam o nich, ale nigdy specjalnie nie zagłębiałam się w ich idee. Fajny pomysł, choć ja niestety nie potrafię kupować w takich sklepach. Ja wchodzę do sklepu, omiatam wzrokiem półki (czego nie mogę zrobić w lumpeksie) i zatrzymuje się bądź wychodzę. Nienawidzę grzebania, dlatego też nawet TKMaxx omijam szerokim łukiem. Zazdroszczę tym, którzy potrafią upolować coś wyjątkowego.

    • W UK istnieja charity shops on-line wiec powinno to rozwiazac Twoj problem 😀
      Na stronie Oxfamu czesto sa perelki od projektantow, ale niestety ceny sa powalajace.

  • No proszę, pierwsze słyszę o czymś takim. Szkoda, że w Polsce jest na razie tak niewiele charytatywnych sklepów. Aż postanowiłam poszukać czy w moim Poznaniu przypadkiem jakiegoś nie ma, ale no niestety – nie ma. Szkoda, bo chętnie bym się wybrała, ale cóż, trzeba poczekać aż pojawi się ich więcej.
    PS: Zakochałam się w Twoim zegarku! Jakbyś znalazła taki sam za 10 funtów w jakimś czariti szopie to wiedz, że chętnie odkupię! 😀

  • Zazdroszczę ci tej umiejętności znajdowania fajnych rzeczy w second handach. Dla mnie te sklep, podobnie zresztą jak wszelkiego rodzaju wyprzedaże, to katorga. Do szału doprowadza mnie przeglądanie wieszaków, gdzie na każdym wisi coś innego i w innym rozmiarze. Ja po prostu nie mam do tego cierpliwości. Zresztą po zwykłych sklepach też nie bardzo lubię chodzić. Zazwyczaj kończy się na trzech, gdzie w tym trzecim już padam ze zmęczenia! A nie daj Boże, żeby koleżanka wyciągnęła mnie na shopping. O zgrozo! Za jakie grzechy?! Przecież byłam taka grzeczna!
    Kojarzysz tych biednych chłopaków, którzy w galeriach stoją znudzeni przed sklepami czekając na swoje dziewczyny? Chętnie postałabym tam z nimi. Swoją droga serca trzeba nie mieć by faceta ciągać na zakupy. To tak jakby faceci zabierali dziewczyny do sklepu z narzędziami.

    • No i znow sie usmialam 😀 Ja sama coraz mniej chetnie wychodze na zakupy. Przerzucilam sie na zakupy online, bo tez irytuja mnie ci wszyscy przepychajacy sie ludzie. Dobrze, ze Arek nie zabiera mnie do sklepu z narzedziami 😀

  • Przyznam, że od razu spodobał mi się ten pomysł. 🙂 Gdyby tak przenieść go na polskie realia. 🙂

  • Muszę przyznać, że nie słyszałam, ale też nie za bardzo potrafię się odnaleźć w tzw. second handach. Brakuje mi chyba cierpliwości i czasu do buszowania między wieszakami. Mam natomiast w rodzinie specjalistkę od wynajdywania perełek. To moja mama 🙂 Najfajniejsze rzeczy od niej pochodzą właśnie z second handów.

    • To akurat prawda, ze trzeba miec cierpliwosc do wyszukiwania w second handach.
      Musisz zrobic mamie liste rzeczy poszukiwanych i chcianych i wyslac ja na lowy 🙂

  • Idea jest genialna! Fajne rzeczy udało Ci się tam znaleźć 🙂

  • Szkoda, że w Polsce dobrych SH jest tak mało 🙁

    • Nie zgadzam sie z ta opinia 🙂 Nawet w Jastrzebiu jest gdzie zagladac.

      • Nie wiem jak jest na terenie całej Polski, ale w Jastrzębiu znam dwa do których warto zaglądać, może masz jakieś propozycje?
        Ps. Nie do wszystkich SH mogę wejść, bo mam uczulenie na środki w których przechowują odzież.

  • Small Voyager

    Ja uwielbiam Charity Shopy zawsze mozna znalesc tam cos ciekawego 🙂

  • W Barcelonie praktycznie na każdej ulicy można spotkać Humana. To najpopularniejszy charity shop i bardzo często do niego chodzę. Można znaleźć tam prawdziwe perełki. Udało mi się kupić idealny Levisy 501 za 1 euro i kaszmirowy sweter za 50 centów! Poza tym sama oddałam tam kilka nienoszonych rzeczy.

    • I czy nie wspominasz tych perelek jeszcze lepiej ze wzgledu na to, ze nie przeplacilas? Ja bardzo lubie to uczucie 🙂

      I na pewno odwiedze sklepy charytatywne przy okazji wizyty w Barcelonie!

      • Mamy całą dzielnicę świetnych sklepów vintage, więc teraz musisz tylko rezerwować bilet! 😉

  • Oooo, widzę, że trafiłam na bratnią dusze, która nie chowa się z tym, że lubi lumpeksy, czy tam szmateksy – jak kto woli.
    Jakiś czas temu sama opublikowałam podobny wpis, który dzisiaj już cieszy się największym na moim blogu 🙂 Okazało się, że (szczególnie) dziewczyny uwielbiają takie miejsca i na bieżąco szukają tam modowych perelek.
    Osobiście, moja szafa wypelniona jest w połowie (lub więcej nawet) ubraniami z second handów, a mój dom nabiera charakteru dzięki pięknym wazonom, ręcznie malowanym filiżankom i cukiernicom, których cena nie przekraczyła nawet 20 złotych! 🙂

    Zdecydowanie moje klimaty, a jakże! Buziaki z deszczowego troszkę Krakowa :*

    • Wcale sie nie dziwie, ze dziewczyny uwielbiaja takie miejsca. To kopalnia perelek, tylko trzeba sie uzbroic w cierpliwosc i wiedziec czego sie szuka.

      Ja nie widze powodu, dla ktorego mialabym sie tego wstydzic. Kazdy ma swoje preferencje, ale jesli mozemy zlapac cos za grosze, o niebo lepszej jakosci to dlaczego by nie?

      Trzymaj sie bratnia duszo! 🙂

  • Kochana, świetny wpis! Dowiaduję się ciągle czegoś nowego od Ciebie! Nigdy o tym nie słyszałam, ale mam nadzieję, że rozpowszechni się to w PL, bo uważam to za genialny pomysł! Sama bardzo lubię lumpeksy, bo oprócz tego, że się nie przepłaca, można złapać lepszą jakość niż w sieciówce, to w dodatku nie nosimy tego, co 3/4 miasta. Twoje łupy są absolutnie bezkonkurencyjne <3

    • A gdzies mi mignelo, ze jest kilka takich sklepow w Krakowie.

      Ja uwielbialam lumpeksy na Starowislnej. Stare, dobre czasy!

  • Sylwia

    Bardzo ciekawy wpis 🙂 Dziękuję

  • Ja uwielbiam angielskie charity shopy! To jest cos, czego by mi w PL brakowało.

  • Już mi się to podoba 🙂

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    Ja kocham lumpeksy:)

  • Lekko powaznie blog

    kupowanie w lumpexach może niekoniecznie, ale za każdym razem, gdy porządkuje szafę i zbiera mi się kilka toreb niepotrzebnych rzeczy, serce mi pęka, że nei mam komu oddać i wyrzucam. a oddanie tego do charity shopu to najlepsze rozwiązanie!! muszę się rozejrzeć za tymi w warszawie 🙂

    • Mialam dokladnie ten sam problem kiedy mieszkalam w Polsce! Staly przed blokiem te kontenery na odziez uzywana, ale jak sie pozniej okazalo wszystko ladowalo zamiat w PCK w lumpeksach… Wiec sie skutecznie zniechecilam. Ubrania oddawalismy do domow dziecka przy roznego rodzaju zbiorkach w szkolach.

  • Chciałabym coś takiego w Polsce:), zdecydowanie!

    • Trzeba sie rozejrzec, bo jak widac idea robi sie coraz popularniejsza rowniez w Polsce 🙂

  • Sklepy charytatywne brzmią sensownie, ale polskich lumpeksów nie lubię :/ Nie trawię tego zapachu, nie lubię tego grzebania 😉 Ale słyszałam, że w Londynie wyglądają one inaczej 🙂

    • Zapach moze skutecznie odstraszac, rozumiem. W Wielkiej Brytanii nie ma tego problemu 🙂

  • Sylwia | taomama.pl

    W USA jest sieć sklepów charytatywnych Goodwill. Wspaniała sprawa! Kupowałam tam nie tylko ubrania dla siebie, ale i zabawki dla dziecka. Takie naprawdę wypasione – grające itp. kosztowały ok. 1-2 dolary! W Polsce w normalnym sklepie na pewno byłyby za ponad 100 złotych.

    • Oj duzo slyszalam o amerykanskich sklepach vintage. Mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie tam wybrac na male zakupy 🙂

  • Paweł Marczykowski

    Nie do wiary ile się człowiek może dowiedzieć różnych ciekawostek z blogów 😛 Super tekst ^^

  • Bardzo ciekawy temat. Przyznam, że nigdy nie słyszałam o charytatywnych lumpeksach. Idea jest rewelacyjna!

  • W Szwecji tego typu miejsca są bardzo popularne i uwielbiam je. Kupiłam na nich drobiazgi do kuchni, gadżety do zdjęć, ubranka dla dzieci, krzesełko Tripp Trapp dla Matyldy (nowe niestety kosztuje duuużo). Ciuchy też, ale szwedzkie odzieżowe lumpeksy to oddzielna sprawa. Nie ma porównania z polskimi. Nie wiem jak brytyjskie, ale podejrzewam, że również nieźle, patrząc na Twoje łupy.

    Ja zaczynałam w Polsce przygodę z lumpeksami. Chwytałam jak leci, szczególnie markowe ciuchy (znów nas coś łączy 😛 ). Nauczyłam się jednak po latach doświadczeń, jak robić zakupy w tych miejscach. Teraz wracam z 1, 2 perełkami, a nie jak kiedyś, z pełnymi siatkami. W Szwecji jest wysyp skandynawskich marek w lumpeksach, więc nie muszę Ci chyba mówić, że jestem zachwycona 😛

    • Tak jak @annamlukasiewicz:disqus jakos rzeczy w charity zalezy od dzielnicy w jakiej sie znajduja. W Cambridge mamy dwa skupiska sklepow charytatywnych – pierwsze w centrum, gdzie ceny sa wyzsze, ale i jakos ubran jest lepsza; a drugie na Mill Road – takiej bardzo miedzynarodowej, pelnej kontrastow ulicy. Tam charity shops oferuja nieco inny asortyment, jest taniej, ale rowniez mozna znalezc ciekawe rzeczy.

      Mi sie nawet zdarza wrocic z pustymi rekoma, co uwazam za ogromny sukces! Mialam przez chwile odwyk, bo troche sie uzaleznilam 😛

  • Znam wiele osób, które kupują w secon handach, ja niestety nie umiem przebrnąć przez ilość tych rzeczy. Wiem jednak, że można wyłapać naprawdę świetne perełki, za niewielką cenę i często lepsze niż w niejednym sklepie.

  • Nigdy nie słyszałam o sklepach charytatywnych, ale to świetny pomysł i żałuję, że jeszcze nie widziałam ich nigdy w Polsce. Z kolei w naszych lumpeksach nie umiem kupować, aczkolwiek zdarzyło mi się wyczaić kilka cudów za grosze.

    • Idea sklepow charytatywnych dopiero dociera do Polski i miejmy nadzieje, ze bedzie coraz popularniejsza 🙂

  • Kiedy mieszkałam w Northampton to zawsze zaglądałam do charity shops. Uwielbiam je! W Wiedniu mają kilka, dlatego planuję wybrać się na łowy wkrótce 🙂 Lubię kupować rzeczy z second-handów- zawsze znajdę coś oryginalnego, dobre materiały, i niska cena.

    • Wlasnie, to mi sie najbardziej podoba w tego typu sklepach, ze mozna znalezc ubrania bardzo dobre jakosciowo w niskiej cenie.

  • To temat dla mnie, starej wyjadaczki ze sklepów charytatywnych!:) Niedaleko swojej pracy mam 4 sklepy, więc zdarza mi się raz na jakiś czas po pracy zrobić wycieczkę po nich:) Jeden mam po drodze do domu i naprawdę jestem w nim za często.;) Generalnie zasada jest taka – im lepsza dzielnica, tym lepsze rzeczy w sklepach charytatywnych, więc np. te z 4 strefy są raczej słabo zaopatrzone.

    Przyznam nieśmiało, że kiedyś kupowałam zdecydowanie więcej w charity shopach, trochę się zachłysnęłam cenami i metkami, a później tych rzeczy nie nosiłam:) Lniana bluzka za 2 funty? Biorę! Koszulka za 3, też wezmę!:D Teraz kupuję zdecydowanie rozsądnej.

    W Polsce nie przepadam za second handami, bo… nie umiem szukać, tj. nie chce mi się szperać w kopie ciuchów.;) Asortyment w charity shopach jest – jak wspomniałaś – ładnie poukładany (boże, też nienawidzę jak układają kolorami!:D) i zawsze można coś znaleźć ekstra oprócz ubrań. Coś na półkę czy do kuchni, fajna książka.

    Zazdroszczę Twoich łupów – w szczególności zegarka, szczęściaro!:) Gdzie go kupiłaś?

    • To chyba problem wszystkich poczatkujacych – kupowanie zbyt duzej ilosci. Zachlysniecie sie cenami, sama to przezywalam. Teraz dokonuje duzo bardziej swiadomych zakupow, bez szalenstw 😀

      A ja nadal uwielbiam polskie second handy, chyba mam dar, bo zawsze wynajde jakies perelki – a to kaszmirowe swetry za grosze, a to Levis’y, a to skorzana kurtke.

      Zegarek kupilam w RSPCA w Cambridge. Perelka!

      To ja chyba musze sie z Toba wybrac na zakupy w londynskich charity 🙂

  • Coraz więcej takich lumpeksów z książkami, sprzętem elektronicznym, zabawkami powstaje w Polsce. Patrząc na to zjawisko z mojej perspektywy, a chyba znam je od podszewki, bo raz, że uwielbiam lumpeksy, a dwa interesowałam się kiedyś tym zjawiskiem od strony społeczno-naukowej, tzw. grzebalnie znikają na rzecz second handów/salonów mody używanej. Kiedy Mama pokazywała mi świat sklepów z używaną odzieżą, gdzie wszystko kosztowało 1-2 złote i trzeba było się do tego dogrzebać na samo dno kosza, była zafascynowana. Miałam może z kilka lat, kiedy do lumpeksu poszłam pierwszy raz i od razu załapałam ten dryg do szukania. Ach, uwielbiałam wyprawy z Mamą! Zawsze udało nam się dorwać coś fajnego, a potem Mama tygodniami chowała nowe-stare rzeczy w szafie, żeby ojciec się nie dowiedział, że znowu coś kupiła. Dzięki serdeczne za przywołanie tych wspomnień! 🙂

    Co do sklepów charytatywnych, znam chyba tylko jeden i to właśnie z rękodziełem. Prowadzi go fundacja. Też uważam, że to bardzo dobra inicjatywa :).

    • Az mi serce roslo gdy zaczelam szperac w Internecie i sie okazalo, ze idea powoli wkrada sie rowniez do Polski.

      A jesli chodzi o second handy z dawnych lat to sama pamietam wyprawy z mama czy kolezankami po szkole i zupelnie inne ceny. Wielkie kosze, w ktorych sie po prostu grzebalo. Skorzane torebki za 2 zlote, ktore mam do tej pory, paski za doslownie grosze, markowe ciuchy… Teraz ceny sa wyzsze, ale i jakosc ubran sie zmienila.