ja i mój lifestyle
komentarzy 21

POŻEGNANIA

Czasami przychodzi w życiu taki czas, że trzeba z czymś skończyć. Pożegnać się, zakończyć pewien etap i ruszyć do przodu, nie oglądając się za siebie.

Każde doświadczenie w życiu jest potrzebne. Nawet z tych złych, smutnych czy rozczarowujących można wyciągnąć coś dla siebie. Nie można poddać się złym emocjom; aby wieść szczęśliwe życie trzeba wierzyć, że wszystko, ale to wszystko, dzieje się z jakiegoś powodu. Wszystko dzieje się po coś.

Jestem teraz w takim momencie w życiu, w którym nie do końca wiem co będzie. Stała praca, codzienna rutyna trzymały moje życie w ryzach. Była stałym odnośnikiem. Od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu. Teraz przyszedł czas, gdy przez najbliższe trzy miesiące nie będę musiała wstawać codziennie o tej samej porze, nie będę musiała w pośpiechu kończyć owsianki i wsiadać równo o 8:05 na rower, by pognać na drugi koniec miasta do pracy. Teraz nastanie nowe, nieznane. Nie pamiętam kiedy nie miałam zobowiązań. Najpierw szkoła, potem studia, gdzie nawet na Erasmusie byłam na bardzo intensywnym kursie włoskiego i jako jedyna z mojego imprezowego towarzystwa zaczynałam codziennie zajęcia o 8:30. A po studiach od razu praca, a nawet trzy. Jednocześnie.

Piszę ten post, gdy do mojego wylotu z Anglii zostało zaledwie kilkadziesiąt godzin. Zamykam za sobą pewien rozdział w życiu. To było dla mnie niezwykle ważne doświadczenie, które dało mi poczucie, że jak się czegoś w życiu bardzo chce to można to osiągnąć. Trzeba tylko zacisnąć zęby i bez względu na przeciwności losu, ale również na głos w Twojej głowie powtarzający, że to wszystko nie ma sensu, dążyć do celu. Przez prawie 4 lata życia w Anglii pracowałam w 5 różnych miejscach, czasami w kilku na raz. Robiłam intensywny kurs angielskiego i dwa wolontariaty. Był czas, że życia prywatnego nie miałam wcale, ale wiedziałam po co to robię. To pokazało mi jak silną kobietą jestem, jak wiele mam w sobie samozaparcia i jak szybko i sprawnie adaptuję się w nowej pracy. Zdałam sobie sprawę, że uczę się szybko, lubię pracę z ludźmi i jaką przyjemność sprawia mi przejmowanie nowych obowiązków, nauka, samorozwój. Nie lubię stagnacji, lubię nowe wyzwania, poczucie, że ciągle doskonalę swoje umiejętności. W pewnym momencie moja praca przestała sprawiać mi przyjemność i satysfakcję i czułam, że przyszedł czas na zmiany. Jak się okazuje zmieniam nie tylko pracę, ale również miejsce zamieszkania, kontynent i w sumie to wszystko…

Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.Andre Malraux

Zostawiam za sobą miasto, które jednocześnie kocham i nienawidzę. Cambridge jest chyba najpiękniejszym miejscem, w jakim przyszło mi mieszkać, jest pełne urokliwych zakamarków, wąskich uliczek, to architektoniczna perełka, za którą będę tęsknić. Nie raz, gdy przejeżdżałam przez centrum miasta, przystawałam na chwilę, brałam głęboki oddech, rozglądałam się i chłonęłam piękno i atmosferę tego miasta.

Cambridge ma jednak również drugie oblicze. Jest to miasto studenckie, przez co dosyć hermetyczne. Miałam wrażenie, że dosyć trudno znaleźć tu przyjaciół poza pracą. Ciekawych miejsc jeszcze do niedawna było jak na lekarstwo. Sporo turystycznych restauracji, kawiarni, a mało autentycznych miejsc z duszą. Cieszę się, że powoli zaczyna się to zmieniać, o czym pisałam we wpisie o moich ulubionych kawiarniach w Cambridge i ciekawa jestem co zastanę za parę lat jak wpadnę w odwiedziny.

Zostawiam za sobą prawie 4 lata mojego życia. Ale jestem gotowa na nowe, na bardziej ekscytujące, ciekawsze miejsca, które przecież są na wyciągnięcie ręki.

Cokolwiek potrafisz lub myślisz, że potrafisz, rozpocznij to. Odwaga ma w sobie geniusz, potęgę i magię. Johann Wolfgang Goethe

Po raz pierwszy od 5 lat będę miała okazję spędzić pełne 3 miesiące w Polsce. To czas dla mnie, mojej rodziny, przyjaciół. Czas na bloga, doszkalanie się, spotkania i relaks. Będzie mnóstwo inspirujących spotkań z ludźmi, z którymi do tej pory znałam się jedynie wirtualnie. Będą biegowe treningi przygotowujące mnie do bicia rekordu na 5km pod koniec maja. Będą komunie, wieczory panieńskie, wesela. Będą szkolenia, przemieszczanie się pomiędzy Śląskiem i Warszawą, gdzie będzie mieszkał Arek przez najbliższe dwa miesiące. Moja lista miejsc do odwiedzenia i rzeczy do zrobienia wciąż i wciąż rośnie. Dawno nie czułam takiego podekscytowania! Motyle w brzuchu szaleją.

Nie bójcie się czegoś kończyć. Po każdym końcu jest jakiś początek.

 

*zdjęcie wyróżniające zostało wykonane przez utalentowaną Martę Mytych, której portfolio znajdziecie na mytych.photography.

Filed under: ja i mój lifestyle

by

W chwili obecnej mieszkam w Cambridge w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuję. Czytam na potęgę, uwielbiam kryminały oraz pięknie wydane magazyny. Lubię gotować, choć Arek twierdzi, że gotuje lepiej. Uwielbiam jeść oraz próbować nowych smaków. Kocham podróże i staram się wyjeżdżać tak często jak to możliwe czy to za miasto czy na drugi koniec świata. Przeżywam ogromną fascynację ideą slow life i z chęcią Wam opowiem o tym jak zmieniam swoje życie oraz otaczającą mnie rzeczywistość.

  • mama-na-swoim.pl

    Dla mnie zmiany są ciężkie (taki typ), ale potem okazuje się zazwyczaj że są to zmiany na lepsze. Wszystko się dzieje po coś… Nawet ze złych informacji/zdarzeń można wyciągnąc dla siebie jakąś naukę.

  • Dozobaczenia po drugiej stronie świata:)
    Dobrze, że internet pozostanie ten sam:)

  • Przed Tobą cudowny czas – korzystaj 🙂 Wszystkiego dobrego!

  • „Odwaga ma w sobie geniusz, potęgę i magię.” ♥
    Zdecydowanie!
    Podziwiam odwagę! Choć wmawiam sobie, że wszyscy ją mamy, niektórzy tylko po prostu ją uśpili na chwilę ;-))
    Szczerze to nie mogę się doczekać wpisów o odkrywaniu nieznanego, o nowym świecie jaki budujesz dzięki swoim decyzjom! Ekstra też, że macie siebie nawzajem i wsparcie w sobie. To naprawdę rozczulające :-)) W takim dobrym znaczeniu!
    Mam nadzieję, że gdzieś pomiędzy tymi kursami między Warszawą a Śląskiem – uda się spotkać :-))
    Trzymam kciuki

  • Najważniejsze to realizować swoje marzenia. Czasem po mału, czasem z oporem świata, ale jednak iść krok po kroczku do swojego celu. Trzymam mocno kciuki, aby Australia okazała się jeszcze piękniejszym miejscem do życia, a w Polsce odetchnij, nabierz sił do kolejnego zdobywania świata. 🙂

  • Wiosna i lato w Polsce to najlepsze pory roku, więc na pewno będzie pięknie, powodzenia! 🙂

  • Trzymam kciuki za nowe miejsca, sytuacje i początki 🙂 A póki co – odpoczywaj, działaj, spędź czas z najbliższymi! Myślę, że i te 3 miesiące i późniejsza przygoda będą fantastyczne!

  • Nie do końca zgadzam się z tym, że jak się chce, to można wszystko, bo czasami bywa to niestety pusty frazes… Co innego ostatnie zdanie, pure gold! <3 Boimy się zmian, choćby nie wiem ile razy życie udowadniało, że kolejne doświadczenia najczęściej są zwyczajnie lepsze.

    I gratulacje dla Ciebie 🙂

  • Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki – całkowicie się z tym zgadzam. Trzymam kciuki z całego serca 🙂 Mam nadzieję, że los przyniesie Ci wiele pięknych doświadczeń!

  • Takie zmiany potrzebują często od nas odwagi. Bardzo często wymagają od nas wyjścia poza swoją strefę komfortu. Trzymam kciuki, aby decyzje były w Twoim poczucie słusznie podejmowane i życzę powodzenia!
    P.S. Dobrze pamiętam, że miejsce zmieniane jest na zupełne południe?

  • Trzymam kciuki za zmianę, za to, co przyniesie. Na pewno będą to nowe, piękne doświadczenia!

  • justti | www.hungryformore.pl

    Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu – uwielbiam to stwierdzenie! Sama nawet staram się szerzyć to dalej i tłumaczyć bliskim, że ta filozofia się sprawdza, tylko że na to trzeba czasu. Gdy zobaczymy pewne rzeczy z perspektywy czasu, to dopiero wtedy jesteśmy w stanie na chłodno ocenić, co nam to dało, przyniosło, czego nas nauczyło.

    Twoja zmiana jest konkretna. To duży krok w przód, przede wszystkim – w nieznane! Ale myślę, że właśnie dlatego warto zmieniać w życiu pewne rzeczy. Dla tego dreszczyku emocji, adrenaliny, podniecenia 😀

    Gdy zamykają się jedne drzwi, kolejne się otwierają. A co się za nimi kryje? Nie wie nikt!

    :*

  • 2 lata temu przeprowadziłam się do Krakowa po 2 latach mieszkania w rodzinnej miejscowości, a jeszcze wcześniej 6 latach mieszkania w Lublinie. Lublin to co prawda nie Cambridge, ale to typowe studenckie miasto, gdzie w wakacje jeżdżą niemal puste trolejbusy 😉 Nie było łatwo na początku odnaleźć się w Krakowie (choć to przecież super miasto), bo pracuję zdalnie, więc nawet ludzi z pracy mam tylko online 😉 Po tych 2 latach dalej czuję się tu, jakbym dopiero co przyjechała do tego miasta, ale to jest super, bo jakoś tak motywuje do próbowania nowych rzeczy. Piękny wpis. Życzę powodzenia! 🙂

  • Dziekuje Ci za ten teskt, czytam go bedac wlasnie na poczatku mojej emigracji. Z koncem marca pozostawilam Poznan, miasto w ktorym mieszkalam przez ostatnie 2, 5 roku, by znow zmienic miejsce. Musze przyznac, ze zawsze lubilam zycie na walizkach i przeprowadzalam sie juz wiele razy, ale tym razem bylo inaczej. Nie chodzi tu o to ze za granice, bo to planowalismy z mezem, jednak zycie postawilo nas w nowej sytuacji, ciezka choroba meza sprawila ze na ten moment musimy zrezygnowac z emigracji do innego kraju i przeniesc sie do Wloch gdzie sytucja ekonomiczna wciaz nie jest zbyt dobra. Twoj tekst dodal mi nadziei. Czasem trzeba po prostu zakonczyc pewien etap i zaakceptowac to gdzie sie jest. Dzieki! 🙂

  • Ależ motywacyjny post! Taka pozytywna ekscytacja z niego bije. Ja jestem z tych osób, którym ciężko zmienić rutynę, ale jak czytam Twoje słowa to niektóre obawy maleją.

  • Pod wszystkim, co ostatnio piszesz mam ochotę pisać, że trzymam kciuki – Wasze „Nowe” musi być super! 🙂
    Uwielbiam nowe początki, można powiedzieć, że dla nich żyję – lubię nie wiedzieć, co czai się za rogiem. Rutyna trzyma w ryzach, to prawda, ale myślę, że nasz wiek, to dobry czas na próbowanie nowych rzeczy, póki jest w nas energia i ciekawość (choć mam nadzieję, że to nie nigdy nie minie i będę szaloną babcią okrążającą nepalskie szlaki na motorze, hah! 🙂 ).

    • My już któryś raz z kolei zaczynamy od nowa i wiem jak bardzo to lubię. Ty też podejmowałaś niełatwe decyzje w życiu więc jestem pewna, że nie doskonale rozumiesz 🙂

      Szalona babcia na motorze! Podoba mi się ta wizja :*

  • Bardzo mnie wzruszył Twój wpis. Tyle prawdy i mądrości bije z każdego słowa.
    Staram się mocno wierzyć w wartość odwagi i podążania za swoimi marzeniami. Wierzę, że każda zmiana jest dobra – nawet jeśli pociąga za sobą pewne negatywne konsekwencje jak brak stabilizacji czy stres przed nieznanym. Wierzę, że warto podjąć ryzyko, bo życie jest tylko jedno i nie jest przeznaczone to tkwienia w jednym miejscu. Wierzę, że nasze szczęście jest rozsiane po całym świecie i nikt z nas nie ma tylko jednej „docelowej destynacji”.
    Mam nadzieję, że te trzy miesiące (mimo wszystko) będą dla Ciebie bardzo produktywne i pełne dobrych momentów. A przede wszystkim – że pozwolą Ci się przygotować na to, co dopiero nadchodzi. Powodzenia, Angelika :* !

    • Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Zawsze tu jesteś z dobrym słowem kiedy tego potrzebuję. Ja też głęboko wierzę w to, że nawet z negatywnych doświadczeń można wyciągnąć dla siebie coś dobrego. Dzięki temu stajemy się silniejsi, pewniejsi siebie i swoich ograniczeń. Mnie od zawsze ciągnie w świat, nie mogę usiedzieć na miejscu i wiem, że szczęście potrafię odnaleźć gdziekolwiek. To wszystko siedzi w naszych głowach.

      Na razie dałam sobie duży luz, odpoczywam, ładuję baterie, ale powoli zaczyna mi brakować czegoś, więc cieszę się, że już w piątek znów ruszam w trasę 🙂

      Ściskam :*

  • Wszystko w życiu dzieje się po coś. Mam nadzieję, że powrót do Polski będzie dla Ciebie strzałem w dziesiątkę, że po tak wielu latach w innym środowisku „klimatyzacja” zakończy się sukcesem 🙂 Trzymam kciuki i będę śledziła Twoje dalsze losy – dobrej podróży!

    • Moja aklimatyzacja w Polsce jest bardzo tymczasowa 🙂 Będziemy tu jeszcze troszkę ponad 2 miesiące, a potem jedziemy na rok do Australii – i to raczej dlaczego mam te motyle w brzuchu 😀 Ale kto wie, może po Australii spróbujemy pożyć troszkę w Polsce? Życie pokaże 🙂