Peru, świat, zwiedź ze mną świat
komentarzy 28

JAK SIĘ DOSTAĆ NA MACHU PICCHU?

To już kolejny post relacjonujący naszą podróż do Peru. Byliśmy już  w Limie, stolicy Peru, a także zabrałam Was nad ocean i do pięknej dzielnicy Limy Miraflores. Zwiedziliśmy razem Cusco, gdzie zmagaliśmy się z chorobą wysokościową i mieliśmy wątpliwą przyjemność skosztować świnki morskiej. Dzisiaj wyruszamy w dalszą podróż i podpowiemy, jak się dostać na Machu Picchu. W dodatku będzie to tani, ale pełen wrażeń sposób, aby dostać się do Aqua Calientes, czyli bazy wypadowej na Machu Picchu.

Cusco – Santa Maria – Hidroelectrica – Aqua Calientes czyli tani sposób na to, jak się dostać na Machu Picchu

Po zwiedzaniu Cusco czeka nas kolejny dzień wrażeń. W hostelu funkcjonuje małe biuro podróży, więc postanawiamy zweryfikować nasze plany. Żeby dostać się na Machu Picchu można wsiąść do pociągu w Cusco i wysiąść w Aqua Calientes, czyli miejscowości skąd do słynnego miasta Inków można się dostać w kilkadziesiąt minut. Wygląda jak plan idealny, prawda? No cóż, koszt takiego przejazdu w dwie strony kosztuje ok. 200 dolarów (cena może być niższa bądź wyższa w zależności od godziny – te bardziej oblegane są oczywiście jeszcze droższe). Zaczynamy kombinować, jakby tu uniknąć takiego dużego wydatku i natykamy się na kilku blogach podróżniczych na trasę Cusco – Santa Maria – Hidroelectrica – Aqua Calientes. Pytając o tę trasę w biurze podróży pani odradza – bo długa, bo ostatni kawałek trzeba iść ok. 3 godzin wzdłuż torów, bo nie wiadomo czy uda się złapać taxi collectivo, bo niebezpiecznie. Po długich rozważaniach postanawiamy zaryzykować. W hostelu możemy za darmo zostawić bagaż, więc przepakowujemy się w mniejszy plecak, bierzemy najpotrzebniejsze rzeczy, a resztę zostawiamy.

Rano kupujemy bilety wstępu na Machu Picchu oraz Machu Picchu Montagna w wydziale Ministerstwa Kultury w Cusco (Av. De la Cultura 220 Cusco), które otwarte jest od 7 rano, jemy śniadanie i łapiemy taksówkę na dworzec Terminal Terrente, za którą płacimy 5 soli (1 sol to ok. 1 zł). Pan jest niezwykle miły i sympatyczny, ale oczywiście nie mówi po angielsku, więc nasza rozmowa odbywa się na migi albo wyrywkowe słowa, które kojarzymy z hiszpańskiego albo włoskiego. Dowiadujemy się, że mamy uważać na komary, że Machu Picchu jest piękne, a także, że pogoda nam dopisze. Taksówkarz wyrzuca nas na środku dwupasmowej drogi przed dworcem i radzi abyśmy na siebie uważali. Machamy mu na pożegnanie i ruszamy aby kupić bilet. Na dworcach w Peru obowiązują pewne zasady, które warto sobie przyswoić. Firmy przewozowe mają swoje stanowiska oraz swoich naganiaczy. Zakochałam się w tym zawodzie i myślę, że z powodzeniem mogłabym stać na dworcu przez cały dzień i krzyczeć nazwę miejscowości, do której zmierza autobus. Podchodzimy do stanowisk i wypowiadamy magiczną nazwę „Santa Maria” i znajdujemy autobus, który podobno odjeżdża o 8.30. Kupuję dwa bilety za 15 soli każdy i widzę, że na bilecie widnieje godzina 9. Pytam, pani potwierdza 8.30. Czekamy i jak się pewnie domyślacie odjechaliśmy o 9.30.

MAŚĆ NA ARTRETYZM I HISZPAŃSKIE SZLAGIERY

Jedziemy. Przed nami ok. 5-6 godzin w autobusie. Jeszcze na dworcu poznajemy dwie dziewczyny z Austrii, które chcą się dostać do Aqua Calientes, więc postanawiamy trzymać się razem. W Peru bardzo powszechny jest handel w autobusach, tym razem mamy okazję zakupić krem na artretyzm i tabletki na chorobę lokomocyjną. Pan nawet co niektórych posmarował tą cudowna maścią, niestety mnie ta przyjemność ominęła. Droga wiedzie przez wysokie góry, przerażona tym co widzę na dole – zasypiam. Deszcz zacina, widoczność jest coraz mniejsza. Pan kierowca oczywiście trąbi co zakręt, więc nie mogę już spać. Całe szczęście zatrzymujemy się na poboczu, gdzie jest maleńka knajpka. Peruwianka ubrana w tradycyjny strój stoi przy trzech garach i sprzedaje jedzenie również na wynos. Zaopatrujemy się w ryż z jajkiem i warzywami, który zjadamy ze smakiem. Droga jest nadal kręta i niebezpieczna, ale przestaje padać. Nagle pada hasło „Santa Maria”, więc w okamgnieniu bierzemy manatki i wysiadamy. Bałam się, że trudno nam będzie złapać taxi collectivo do Hidroelectriki, ale moje obawy były nieuzasadnione. Kilku taksówkarzy obległo nas i dziewczyny, a także parę z Argentyny, która zmierza tam, gdzie my. Jak się później okazuje jest to ojciec z córką. Pan z ofertą 15 soli za osobę wygrywa i pakujemy się do mini vana. A teraz zaczyna się najlepsza część podróży. Hiszpańskie hity na ful i klakson będą soundtrackiem naszej 1,5 godzinnej podróży po krętych i wąskich górskich drogach. Dziewczyny z Austrii są przerażone, ja tam się śmieję, bo co innego mam robić?

BANANY, DŻUNGLA I PRAWDZIWY LUKSUS

Widoki za oknem zapierają dech w piersiach, przepaści, rzeka, góry. Przepięknie! Docieramy do Hidroelectrici około godziny 17. Pozostała nam tylko godzina do zachodu słońca, a trasa do Agua Calientes powinna nam zająć około 2 godzin. Kupujemy wodę, banany i ruszamy z nasza grupką w dalszą drogę. Pierwszy raz z bliska mogę obejrzeć banany i awokado rosnące na drzewach. To zadziwiające, że banany rosną do góry 🙂 Trasa jest raczej płaska, jedyną trudnością mogą być kamienie, po których nie idzie się zbyt wygodnie. Dookoła góry, rzeka i mnóstwo komarów. Pan taksówkarz ostrzegał! Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, idzie sporo ludzi, więc nieco mnie to uspokoiło. Bałam się samotnego marszu w dżungli po ciemku. W grupie było raźniej, a kiedy zrobiło się ciemno, łatwiej było maszerować kiedy każdy zapalił swoją latarkę. Po dwóch godzinach nareszcie docieramy. Żegnamy się z dziewczynami i ruszamy w poszukiwaniu hostelu. Lonely Planet jest jak zawsze niezawodne w takich sytuacjach. Niestety pierwszy hostel, na który się zdecydowaliśmy jest pełen, jednak jak się okazuje drugi z listy ma wolne pokoje, jest tańszy i pierwszy raz od przyjazdu będziemy mogli spać w pokoju dwuosobowym, na normalnych, a nie piętrowych łóżkach. Luksus.


No i jak wrażenia? Nabraliście apetytu na Peru? 

Zostawiam Was z kolejną porcją zdjęć, miłego oglądania!

p1110727 p1110733 p1110739 p1120005 p1120011 p1120016 p1120029 p1120031 p1120055 p1120032 p1120037-kopia p1120039 p1120040 p1120044 p1120066 p1120049 p1120045

Filed under: Peru, świat, zwiedź ze mną świat

by

W chwili obecnej mieszkam w Cambridge w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuję. Czytam na potęgę, uwielbiam kryminały oraz pięknie wydane magazyny. Lubię gotować, choć Arek twierdzi, że gotuje lepiej. Uwielbiam jeść oraz próbować nowych smaków. Kocham podróże i staram się wyjeżdżać tak często jak to możliwe czy to za miasto czy na drugi koniec świata. Przeżywam ogromną fascynację ideą slow life i z chęcią Wam opowiem o tym jak zmieniam swoje życie oraz otaczającą mnie rzeczywistość.

  • o matko, jak to pieknie brzmi! przygoda zycia, co ? czy ‚historia pewnej podrozy autobusem’ to opis wlasnie tej podrozy? zazdro milion, ale w koncu tez tam pojade! marze wlasnie o ameryce poludniowej i afryce. poki co mam mgle za oknem w biurze i dzieki bogu, Twoje posty 😀

  • Cudowne zdjęcia. Kocham podróże i za taką niecodzienną podróż dałabym sie pokroić. 😉

  • ale piękne zdjęcia! Taka wyprawa to dopiero wyzwanie, a i jaka satysfakcja! zazdroszczę 🙂

  • Angelika, jak po takim świetnym opisie i wspaniałych zdjęciach można nie nabrać ochoty na Machu Picchu? 🙂 Widoki obłędne. 🙂 Zdjęcie z motylem niesamowite. 🙂

    • W ogóle ten motyl był niesamowity! Nie widziałam nigdy takich czarno-przeźroczystych skrzydełek. Bomba!

  • rozmarzyłam się… Piękne zdjęcia!

  • piękne zdjęcia 😉 miejsce warte odwiedzenia i zobaczenia! 😉

  • Agnieszka Pawluk

    Wspaniałe zdjęcia, to musi być prawdziwy raj na ziemi 🙂 Dla mnie „Jak dostać się na Machu Picchu” brzmi prawie jak „Jak dostać się na Ksieżyc” 🙁 PEwnie nigdy nie zobaczę tych wspaniałych miejsc, dzięki Bogu, że mogę je podziwiać na Twoim blogu. P.S Czy zamieścisz kiedyś wpis o życiu w Cambridge? Bardzo mnie to interesuje

    • Na pewno niedługo pojawi się wpis o życiu w Cambridge. Czy jest coś co Cię szczególnie interesuje?

      • Agnieszka Pawluk

        Nie, jestem zafascynowana Anglią, chłonę literaturę, seriale, kocham język, a niestety nigdy nie było mi dane być w Anglii. Często dostaję oferty pracy w tym kraju, ale nie potrafię zdecydować się na wyjazd. Chciałabym wiedzieć jakim miastem jest Cambridge kiedy patrzy się na nie okiem obcokrajowca 🙂

  • ahhh…. przyjemnie było obejrzeć na zdjęciach miejsca, które już znam.
    Ja do Machu Picchu doszłam podczas pięciodniowego trekkingu przez przełęcz Salkantray co miało jeszcze tę zaletę, że oczekiwanie było większe, a dzień przed dojściem widzieliśmy MP z daleka z zupełnie innej strony 🙂

    • No to już w ogóle marzenie! Nie zdecydowaliśmy się na trekking ze względu na brak czasu, ale może kiedyś jeszcze tam wrócimy. Sama wiesz, że warto 🙂

  • Chyba bym się trochę bała, a z drugiej strony takie wrażenia! Poza tym piękne zdjęcia, zapierają dech 🙂

  • Od zawsze chciałam pojechać do Peru, a po obejrzeniu tych zdjęć nabrałam jeszcze większej ochoty 🙂

  • Świetne zdjęcia Kochani! Będąc na Waszym miejscu, też bym spróbowała takiej drogi 🙂 Ja to lubię takie wyprawy! Nabieram ochoty na podróż w to miejsce, chociaż na razie w planach bliższe kierunki 😉

    • Będę tę trasę wspominać do końca życia, a pewnie pociąg pamiętałabym jedynie dlatego, że kosztował fortunę.

  • Zdecydowanie nabrałam apetyt na Peru i mam nadzieję, że uda mi się spełnić to marzenie! Każdy Twój post wzmaga u mnie chęć obejrzenia tych miejsc na żywo. Śmiało mogę przyznać, że wprost uwielbiam Twoje podróżnicze relacje!

    • Bardzo mi miło Dagmara! Mam nadzieję, że jesteś wytrwała, bo będzie ich jeszcze kilka 😀

  • Super zdjęcia!

  • Super wyprawę mieliście. Fajnie, że zdecydowaliście się na trudniejszą wersję dotarcia do Machu Picchu dzięki temu chyba więcej mogliście zobaczyć i fajniejsze przygody mieliście po drodze 🙂 Piękne widoki!

    • Też tak uważam, przygoda, wspomnienia, emocje, trochę adrenaliny, na długo zapamiętam tę trasę.

  • Już wiem, gdzie muszę wrócić, gdybym przypadkiem znalazła się w Peru! Bardzo cenne wskazówki 🙂

  • Wow, podziwiam za odwagę. Nie wiem czy zdecydowałabym się na tam ryzykowną wyprawę i tyle godzin spędzonych w „transporcie publicznym”.

    • Ja raczej postrzegam to jako przygodę, część podróży, podglądanie lokalsów. Nie zamieniłabym tego na drogi i wygodny pociąg, ale to już kwestia bardzo indywidualna.

  • Ola

    wow, wspaniałe wspomnienia obudziłaś..
    motyl <3