ja i mój lifestyle, slow life
komentarzy 20

SLOW FASHION – CO TO TAKIEGO?

Ostatnio coraz częściej się słyszy o panującej modzie na życie slow. Początkowo podchodziłam to tego terminu oraz samej filozofii nieco sceptycznie. No bo niby jak zwolnić? Przecież tyle rzeczy jest do zrobienia! Praca, obowiązki domowe, blog, spotkania ze znajomymi. Nie mam czasu żeby zwolnić.

Jednak w zeszłym roku zafascynowana książką „Slow Fashion. Modowa Rewolucja” Joanny Glogazy przyjrzałam się bliżej również blogom o podobnej tematyce. W głowie zaczęło kiełkować mi pytanie, czy w tym pośpiechu i stresie odnajduję radość? Po kilku tygodniach, cudownych wakacjach w Polsce, mimo że bardzo intensywnych, to spędzonych również w sposób propagowany przez zwolenników życia slow. I odnalazłam w tym radość.

Od września ja, mój dom oraz wszystko co mnie otacza przechodzi metamorfozę. W kilku wpisach opowiem Wam jak postanowiłam zmienić podejście do codzienności tak, aby czerpać z niej jak najwięcej przy jednoczesnym celebrowaniu chwili. W tym cyklu znajdziesz podpowiedzi na to, jak poradzić sobie ze zbędnymi rzeczami, które Cię otaczają oraz jak się skutecznie rozprawić z niedomykającą się szafą. Też masz szafę, z której ubrania wręcz się wylewają, a nadal nie masz co na siebie włożyć? No właśnie… Opowiem Ci o tym jak sobie poradziłam z porządkami w szafie, w łazience oraz jak zmienił się wystrój w moim domu w zgodzie z zasadą mniej znaczy więcej. Planuję również się z Tobą podzielić niezwykle praktycznymi i przydatnymi wskazówkami jak oszczędzać pieniądze.

Dzisiaj jednak poświęcę kilka słów na temat książki Joanny Glogazy, która odmieniły moje spojrzenie nie tylko na moją garderobę, ale również na życie. W najbliższym czasie napiszę Wam również kilka słów o książce Elementarz Stylu” Kasi Tusk.

slow-fashion-blog

„SLOW FASHION. MODOWA REWOLUCJA” JOANNA GLOGAZA

Joanna Glogaza prowadzi bloga Styledigger. Jest również założycielką marki Lunaby, sprzedającej luksusowe pidżamy (przepiękne swoją drogą). Jej bloga śledzę od dobrych kilku lat i kiedy tylko wspomniała o tym, że wydaje książkę, wiedziałam, że będzie to pozycja dla mnie. Kilka dni temu Asia ogłosiła, że 1 czerwca w księgarniach pojawi się jej druga książka.

Kiedy zaczniesz żyć bez zakupów, dostrzeżesz, że nowe ubrania czy kosmetyki wcale nie są dla ciebie tak ważne, jak ci się wcześniej wydawało. Znów docenisz niematerialne wartości i skupisz się na emocjach, przeżyciach, nowych doświadczeniach. Joanna Glogaza

Nie przepadam za typowymi poradnikami, które dyktują Ci, jak masz żyć i co zrobić, aby Twoje życie zmieniło się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Joanna podeszła do tematu bardzo profesjonalnie, widać tu ogromną wiedzę, pasję. Podoba mi się również to, że skłania Cię do przemyślenia, do zastanowienia się, gdzie zmierzasz. Pokazuje, że jej potrzeba ograniczenia kupowania ubrań wynikła, z tego z czym sama kłopocze się na co dzień, czyli z przepełnionej szafy. Paradoksalnie posiadając więcej ciuchów wciąż powtarzamy, że nie mamy czego na siebie włożyć. Znasz to, prawda? Piękna oprawa graficzna, lekkie pióro, mnóstwo praktycznych porad. Jestem w trakcie czytania jej po raz trzeci i za każdym razem odnajduję w niej coś nowego, inspirującego. Moja szafa, nadal nie jest idealna, ale szukam, szukam swojego stylu, swojej drogi. Nigdzie się nie spieszę, analizuję, próbuję zrozumieć czego potrzebuję, czego oczekuję od swojej idealnej garderoby.

Zgodnie z zaleceniami Asi stworzyłam swój mood board. Tablicę pełną inspiracji. Pewnego wieczoru usiadłam z kieliszkiem wina, nożyczkami oraz stosem starych numerów Vogue’a i zaczęłam je przeglądać. Wycinałam stylizacje, dodatki, kosmetyki, zdjęcia, które wpadły mi w oko i z którymi mogłabym się utożsamić. Kiedy skończyłam zauważyłam, że większość stylizacji opiera się na typowej klasyce. Dominują biele, granty, czernie. Jeansy, białe koszule, czarne szpilki, baleriny, paski. Prostota. To co lubię najbardziej. Już wiem, w którym kierunku mam zmierzać. Teraz pozostaje mi przejrzeć swoją szafę, zdecydować co warto zachować, spróbować połączyć ubrania w gotowe stylizacje, sprawić, aby większość ubrań można ze sobą dowolnie łączyć.

slow-fashion-blog

Asia bardzo podkreśla fakt, iż nie powinniśmy trzymać ubrań na specjalną okazję. To pewna pozostałość po czasach PRL-u i tego co wmawiały nam nasze mamy i babcie, aby nie wkładać danej sukienki, bo się jeszcze pobrudzi, zniszczy. W dzisiejszych czasach dostęp do ubrań jest łatwy i czy naprawdę nie zasługujemy, aby wyglądać dobrze i czuć się dobrze w ulubionej sukience?

W wielu miejscach Joanna próbuje nas przekonać, żeby nie traktować zakupów jako mechanizm dodający nam pewności siebie i poczucia, że bycie modnym i posiadanie ubrań z najnowszej kolekcji to niezbędny element do tego, aby móc się czuć dobrze w swoim ciele.

Pewność siebie, traktowanie swojego ciała z szacunkiem, zdrowy tryb życia, otaczanie się życzliwymi ludźmi – to te elementy pozwolą ci czuć się i wyglądać pięknie, nie kawałek poliestru. Joanna Glogaza


Jeszcze długa droga przede mną. Dopiero zaczynam czuć o co w tym wszystkim chodzi, dużo czytam, uczę się, chłonę wiedzę od innych. Znacie jakieś dobre blogi, książki, artykuły o slow fashion? Mam nadzieję, że zaintrygowałam Was tym wpisem i sami pomyślicie o slow fashion jako o sposobie na życie.

Co myślicie o slow fashion?

Też borykacie się z pełną szafą, a jak przyjdzie co do czego to nie macie co na siebie włożyć?

  • Ile autorek, tyle teorii o modzie. Slow fashion jak najbardziej znam i staram się u siebie stosować, natomiast mam czasem dylemat przy wyborze ubrań. Nie zawsze mnie stać na kupno drogiej, choć dobrej jakości marki. Co prawda rozumiem, że to „inwestycja” w mój wizerunek, ale co z tego, gdy spiera się tak samo szybko, jak rzecz kupiona w sieciówce? A Ty jak wybierasz ubrania – na podstawie wyglądu, marki, jakości, miejsca produkcji czy jeszcze inaczej?

  • Myślę, że ten kierunek jest bardzo dobry…pozwala uporządkować swoje otoczenie i uwolnić się od potrzeby ciągłego kupowania

  • Od dłuższego czasu staram się żyć zgodnie z zasadami minimalizmu, tak więc z mojej szafy ubrania się nie wylewają, ale bardzo chętnie poczytam cykl wpisów dotyczący życia slow. Bardzo chętnie poczytam o Twoich doświadczeniach 🙂

  • Świetne spostrzeżenia, ja mam coś takiego w naturze, że nie lubię jak jest napchane gdziekolwiek czy w toaletce czy w szafie. Odzież swoją i córki której nie nosimy a jest w dobrym stanie oddajemy samotnym matkom żyjącym w trudnych warunkach. Nawet na strychu nie cierpię graciarni. Zagracanie ma też podświadome oblicze więc tutaj trzeba by coś przepracować. Jeśli chodzi o kosmetyki to od dawna tylko minimalizm i wszystko co naturalne. Za to lubię przepych kwiatów w domu i w ogrodzie 🙂 ale tego nie chce i nie zamierzam zmieniać 🙂

  • Iza

    Nie miałam kiedyś siły na przejrzenie swoich ciuchów. Wzięłam pudła i powrzucałam tam ubrania zostawiając w szafie może 15 sztuk. I czułam się doskonale. Wcale nie miewałam dylematów w co się ubrać. Ale niedawno zauważyłam, że to wróciło. Dlaczego? Bo znowu mam pełną szafę. 🙁 Powinnam mieć całkowity zakaz wstępu do sklepów z ciuchami. :/

  • Ja też mam za sobą eksperymenty z szafą, jej mocno wietrzenie, pozbycie się wielu, wielu rzeczy – ale to na przestrzeni prawie 2 lat 🙂 bardzo dobre doświadczenie, które zmienia spojrzenie na zakupy, na styl, na modę w ogóle. Tak jak pisałam u siebie – ze względu na pracę w modzie miałam przesyt, miałam ubrań po dziurki w nosie i takie zwolnienie ubraniowego tempa bardzo dużo mi dało na wielu płaszczyznach 🙂 A obie książki – zarówno Joasi jak i Kasi bardzo polecam! Są inne, ale w pewnych miejscach zahaczają o podobne tematy i fajnie, że takie teskty, dostosowane do polskiej rzeczywistości powstają i u nas 🙂

  • Pierwsze wietrzenie szafy zrobiłam trochę z konieczności. Po schudnięciu ponad 20 kilogramów pratycznie żadne ciuchy nie pasowały i wymagały wymiany na inne. Do zakupów podeszłam jednak dość ostrożnie i właśnie w tym momencie trafiłam na książkę Slow Fashion. Po jej przeczytaniu z szafy zniknęła ta pozostała część ciuchów, które zostawiłam, bo szkoda wyrzucić i ruszyłam na zakupy. Na zakupy bardzo rozsądne, przemyślane, które trwały, trwały i trwały, bo uzupełnienie garderoby zajęło mi nie jeden wypad do sklepu, a kilka. Cieszę się, że przeczytałam tą książkę, bo zmieniła moje podejście do zakupów, pokazała, jak ważna jest konsekwencja w budowaniu stylu i ile możemy na niej zyskać. Dzięki radom Asi mam w co się ubrać i we wszystkim, co na siebie założę, czuję się dobrze 🙂

  • W ciągu minionego roku odchudziłam swoją szafę o około 60-70%, a w wolne miejsce dokupiłam… w zasadzie niewiele, za to każda nowa rzecz była przemyślana, uniwersalna i przede wszystkim wysokogatunkowa. Z perspektywy czasu śmieję się, bo okazało się, że żadna z rzeczy, których się pozbyłam, nie wróciła do mnie w myślach, co jest jednoznaczne z tym, że ani razu by mi się nie przydała. Dawniej kupowałam impulsywnie, dużo i często marnej jakości. W końcu udało mi się wypracować stawianie na jakość i ponadczasowość, a nie sezonowe trendy i po raz pierwszy jestem naprawdę zadowolona z tego co mam, dzięki czemu nie borykam się także ze stwierdzeniem: „nie mam się w co ubrać” i zawsze czuję się komfortowo 🙂 Ulga niesamowita po takich zmianach!
    A po książkę Joasi muszę w końcu sięgnąć 🙂

  • Wyrobiłam w sobie nawyk comiesięcznego przeglądania szafy, a zaczęło się od szafy córki. Dzieci za szybko rosną i czasami łapałam się na tym, że w jej szafie są obok siebie rzeczy już za małe, rzeczy „na styk”, dobre i te kupione lekko na wyrost. Zaczęło się od jej szafy, a potem przełożyłam to również na moją. Jeszcze musze tylko męża namówić:) Efekt – mam w czym chodzić, wiem czego mi brakuje, czego nigdy więcej nie kupować. Pojawiło się już coś na kształt „mojego stylu”. No i na zakupy chodzę rzadziej!

  • Niestety moja szafa pęka w zawiasach, a ja wiecznie marudzę, że nie mam co ubrać. Powoli się „ogarniam” i pozbywam ciuchów. Oby tak dalej!

  • Przede mną też jeszcze dłuuuuga droga, ale najważniejsze, żeby zacząć 🙂

  • Ja mam większy problem – prawdziwe pustki w szafie. Miałam bardzo krótki okres gdy kupowałam dużo (jak na mnie) ubrań, ale dość szybko mi przeszło (4 miesiące). Właściwie moja szafa cierpi z powodu zbyt małej ilości ubrań, bo nic mi się w sklepach nie podoba, a jak podoba to jest okropnej jakości, albo leży na mnie fatalnie. Proste. Od lat mój styl jest bardzo podobny, więc książkę Asi kupiłam i nie dokończyłam. Uważam, że jeśli ktoś zna swój styl, to potrafi genialnie połączyć wszystko razem i kupować tylko to co naprawdę mu się podoba i czego potrzebuje. Za to od Asi nauczyłam się, żeby chodzić we wszystkim bez względu na okazję, bo potrafiłam przez lata trzymać sukienkę na specjalną okazję, która po prostu przestała mi się podobać.

  • U mnie z zakupami ostatnio o wiele lepiej. Nie mam potrzeby wydawania pieniędzy byle tylko coś kupić i potrafię już nawet oglądać bez kupowania 😉 Piękne zdjęcia!

  • Małgorzata Ostańska

    Prawda, najprawdziwsza prawda :). Zwłaszcza na wiosnę trzeba wziąć się za moja szafę. Muszę sięgnąć po tą książkę. Ostatnio, sięgnęłam po książkę Dominique Loreau ” Sztuka prostoty”. Polecam także 🙂

  • o dokładnie mam ten problem – pełna szafa ciuchów a ubrać się nie ma w co. 😉 chyba muszę sięgnąć po książkę. 😉

  • Nie czytałam tej książki,a z chęcią bym sięgnęła. Ja już jakiś czas temu wywaliłam sporo rzeczy ze swojej szafy, niepotrzebnych sukienek w nielubianych kolorach, szpilek na kilkunastocentymetrowych obcasach, w których nie chodziłam. Mimo, że moja szafa jest o wiele mniejsza, nadal czuję, że mam w niej za dużo ubrań. Co uważam za sukces, to liczba akcesoriów. Mam zdecydowane mało biżuterii, pasków, szalików i zbędnych dodatków. A co do noszenia rzeczy na specjalną okazję to mi było ciężej jak karmiłam. Teraz powróciłam do noszenia wszystkiego, nie żałuję sobie sukienek nawet będąc cały dzień w domu, nie wychodząc na miasto itp. Zawsze poprawia mi to nastrój i mąż też woli mnie taką, niż w powyciąganym t-shircie 😀

  • Mam tak ciągle. Kupuje i kupuje. Rano okazuje się że nie mam się w co ubrać do pracy. Stoje przed szafą pełna ubrań i wydaje mi się że nie mam się w co ubrać. Tak naprawdę to tak nie jest (ubrań mam ogromną ilość) tylko mi się tak wydaje. Muszę w końcu zrobić rekonesans moich ubrań. Zabieram się do tego od dawna.

  • Czuję jakbyśmy myślały o tym samym, w tym samym momencie swojego życia:) Ja również miałam wszystkiego za dużo, a jednocześnie za mało: za dużo ubrań kompletnie różnych, a za mało dobrych zestawów. Zastanawiam się tylko nad jednym: pomaganie komuś w odnalezieniu swojego stylu jest teraz trudne, dlatego, że styl klasyczny, minimalistyczny super wygląda na zdjęciach (coś jak białe wnętrza i ściany itp.) i mnóstwo kobiet za nim szaleje. Choć mam wrażenie, ze to tylko znowu na chwilę… Slow fashion sam się obroni, bo to inwestycja w dobre rzeczy, ze stylem może jednak nie być tak dobrze. Trzymam kciuki za odkrywanie życia w rytmie slow:):) Obyśmy dały radę:)

  • Przeczytałam tą książkę, gdy już właściwie zaczęłam swoją przygodę ze slow fashion. Zdecydowanie utwierdziła mnie w słuszności mojej decyzji. Zawiera świetne, cenne wskazówki i fantastyczne porady. Swoją drogą nie mogę już się doczekać jej kolejnej książki!

  • Ja z problemem przepełnionej szafy borykałam się przed ciążą. Byłam maniaczką zakupów na tzw. pchlich targach i lumpkach. Obecnie uspokoiłam się. Częściowo dzięki ciąży, która przeorganizowała nie tylko moje biodra, ale i potrzeby. Prawdą jest, że obecnie nie potrzebuję już tylu ubrań, wolne środki wolę zagospodarować inaczej niż na kolejną bluzkę, którą założę kilka razy, a potem ciapnę w kąt. Częściowo obecny klimat mi sprzyja. Mam wrażenie, że życie w Norge jest slow w każdym aspekcie. Oczywiście miewam czasem odpały jak każda kobitka na coś nowego, ale teraz moje zakupy są dwa razy przemyślane. Natomiast wcale się nie zastanawiam jak mam coś sprawić Gizmolovi 😉
    Czekam na kolejne posty z tego cyklu. Bardzo mnie ciekawi reorganizacja Twojego otoczenia.
    pozdrawiam serdecznie!