JEZIORO TITICACA

Jezioro Titicaca położone na prawie 4000 m n.p.m. to nasza kolejna peruwiańska destynacja. Jest to najwyżej położone jezioro żeglugowe dla dużych statków i zarazem największe jezioro wysokogórskie na Ziemi. Oczekiwania mam ogromne, przekonajcie się czy warto poświęcić troszkę czasu i energii żeby dostać się na południe Peru i nad to słynne jezioro.

O tym jak dotarliśmy nad Jezioro Titicaca, a dokładniej do Puno, mogliście przeczytać niedawno we wpisie, w którym opisałam całkiem nietypową podróż autobusem. Śpiewy, kurczaki, flamingi i psujący się silnik. Emocje gwarantowane.

Do Puno dotarliśmy ok. 17, złapaliśmy taksówkę i podjechaliśmy pod hostel. Zaaranżowaliśmy pranie z braku czystej bielizny i ruszyliśmy na spacer po mieście. Warto dodać, że w Peru prawie na każdym kroku można zrobić pranie. Cena jest uzależniona od wagi i waha się od 2 do 5 soli za kg, w zależności od tego, jak szybko chcemy je odebrać.

No, ale wracając do Puno. Nie zrobiło nam mnie zbytniego wrażenia. Mocno turystyczne miejsce z naganiaczami próbującymi wcisnąć Ci obrazki czy zaprosić do najlepszej restauracji w mieście ‘my friend’. Dlatego zaopatrzyliśmy się w ichniejszy popcorn, peruwiańskie piwo i urządziliśmy sobie seans filmowy w hostelu, który świecił pustkami.

Pobudka! Pora wstać. Dzisiaj ruszamy w stronę jeziora i spróbujemy odwiedzić pływające wyspy. Dlaczego pływające? A no dlatego, że są to sztuczne wyspy zbudowane z trzciny. Chatki też są z trzciny, a tradycyjne łodzie, zgadnijcie z czego? Z trzciny!

Sama wycieczka na wyspy Uros na pewno nie zostałaby w mojej pamięci na długo, gdyby nie to, że podczas przeprawy statkiem poznaliśmy przesympatycznych towarzyszy podróży. Siedząc na górnej burcie i podziwiając widoki natknęliśmy się na 5 osobową grupę mężczyzn, ewidentnie podekscytowanych wycieczką. Grzecznie spytali skąd jesteśmy, a kiedy usłyszeli ‘Polonia’ zgodnie chórem wykrzyknęli ‘Juan Pablo II‘! No i tak w ciągu minuty staliśmy się ich największymi przyjaciółmi oraz… atrakcją! Chyba nawet większą niż Jezioro Titicaca. Aparaty poszły w ruch, pamiątkowe zdjęcie z rodakami papieża na pewno teraz zdobi ich ścianę w salonie.

Wspominałam, że nie mówimy po hiszpańsku? A panowie po angielsku? No, więc łamanym hiszpańsko-angielsko-włoskim przeprowadziliśmy prawie 3 godzinną konwersację! O życiu, o polityce, o jedzeniu, o podróżach. Da się? Da się. To była niezwykle interesująca podróż, właśnie ze względu na tych panów. Kiedy po półgodzinie dotarliśmy do brzegu jednej z wysp Uros, przywitała nas grupka tradycyjnie ubranych Indianek. Było przede wszystkim kolorowo! Pierwsze kroki zrobione na wyspie trzcinowej były niezwykle zabawne. Podłoże było trochę miękkie, zapadające się. Usiedliśmy w półokręgu, na ławce wykonanej z trzciny (tak, tak!) i słuchaliśmy opowieści jednej z mieszkanek o tym, gdzie się znajdujemy i jak wygląda życie na tej maleńkiej wyspie. Stoiska z pamiątkami już stały przed nami otworem, jednak aby było ciekawiej zostaliśmy podzieleni na czteroosobowe grupki i zaproszeni do maleńkich chatek. A tam to już w ogóle cyrk na kółkach – pani wyciągnęła ‘ręcznie robione‘ torby, poduszki, portfeliki, wisiorki z wyhaftowaną nazwą wyspy. Wszystko oczywiście made in China. Do tego ceny z kosmosu. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, kiedy dwóch naszych koleżków zaczęło się targować i koniec końców wyszło z pełnymi reklamówkami. Nie mogli zrozumieć, że nie chcemy nic kupić, więc jedną torebkę dostaliśmy od nich w prezencie…

Koniec show, wsiadamy na łódkę, tym razem tę wykonaną z trzciny i płyniemy na kolejną wysepkę, nieco większą, z większym sklepem oraz barem! Nasi koledzy już za nami krzyczą. Pada moje ulubione słowo ‘cerveza‘. No i tak właśnie kończymy tę wycieczkę, siedząc otoczeni przemiłymi Peruwiańczykami, którzy jak się okazuje pracują w marynarce wojennej.

Siadamy, gadamy, rozkoszujemy się słońcem i zimnym piwem. To wszystko wygląda dla mnie tak abstrakcyjnie, że nie chcę żeby się kończyło. Pytam, o której odpływa łódka, wszyscy się śmieją. Okazuje się, że pan obok mnie to kapitan, więc popłyniemy jak wypijemy piwko. Chwilo trwaj.

Robiąc research przed wyjazdem czytałam przeróżne opinie o wyspach, jednak najczęściej padały słowa ‘zbyt turystycznie’, ‘naciąganie’, ‘nie warto‘. Po części się zgadzam, zalatywało tam w pewnym momencie tandetą i chęcią zysku. Jednak to co zobaczyłam, jest nieporównywalne z niczym innym. Nigdy nie widziałam tradycyjnego stroju Indianek, nigdy nie stąpałam po trzcinowej wyspie, ani nie płynęłam tak wypasioną trzcinową łódką. Cała wycieczka kosztowała 15 soli czyli jakieś 16 zł. Czy to dużo? No właśnie.


Jak Wam się podobają widoki z Jeziora Titicaca?

jezioro-titicaca-co-zobaczyc
Centrum Puno
jezioro-titicaca-co-zobaczyc
Puno

jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc p1120172-v2 jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc jezioro-titicaca-co-zobaczyc