Tag: Aleksandra Kaliszan

DREAMER’S STORIES BLOGERSKIE OPOWIEŚCI – ALEKSANDRA KALISZAN

Blogerskie opowieści to cykl inspirujących wywiadów z inspirującymi kobietami, które zgodziły się odpowiedzieć na kilka moich pytań. Tym razem Aleksandra Kaliszan, która prowadzi bloga Chasing Colors opowie o podróżach, blogowaniu i poznawaniu siebie.


Cześć! Opowiedz nam proszę o sobie. Kim jesteś, co robisz na co dzień?

Nazywam się Ola Kaliszan i (zupełnym przypadkiem ;)) pochodzę z okolic Kalisza. Od kilku lat mieszkam we Wrocławiu, gdzie zajmuję się organizacją wyjazdów służbow­­ych w firmie IT. W przemyśle turystycznym pracuję od 6 lat. Cieszę się, że mogę zawodowo zajmować się tym, co jest moją wielką pasją, czyli podróżami. Od zawsze lubię też kreatywne wyzwania, prace plastyczne i projekty DIY. Nie wyobrażam sobie życia bez tworzenia. Ostatnio przypomniałam sobie o dawnym hobby – projektowaniu wnętrz. Staram się rozwijać w tym kierunku.

­

Świat otworzył się przede mną w liceum, kiedy wyjechałam na kilkumiesięczną wymianę uczniowską do Danii, gdzie zetknęłam się z obcymi kulturami i poznałam fascynujących ludzi z całego świata. Postanowiłam, że kiedyś ich odwiedzę – i udało się! Na studiach anglistycznych wyjechałam na roczne stypendium do Niemiec, które zwieńczyłam pierwszą podróżą w pojedynkę. Przekonałam się jak wspaniałym wynalazkiem jest couchsurfing i spędziłam ponad miesiąc w Krajach Bałtyckich. Niedługo potem dostałam pracę w liniach lotniczych. Spędziłam kilka lat na emigracji u naszych czeskich sąsiadów, a dzięki zniżkom na loty mogłam spełniać kolejne marzenia.

Skąd pomysł na bloga i wpisy, w których zabierasz swoich czytelników w podróże razem z Tobą?

Mimo, że mój blog powstał wiele lat temu, bo w 2004 roku, przez długi czas nie był publiczny, aż w końcu ewoluował w pamiętnik z podróży. Dopiero zeszłej jesieni, gdy na przekór kiepskiemu nastrojowi spowodowanemu wszechobecną szarością zaczęłam publikować przepisy na tęczowe potrawy i znajdować kolory w miejscach, do których się wybieram, zauważyłam, że to strzał w dziesiątkę! Po długim namyśle nadałam stronie nową nazwę Chasing Colors, gdzie poza moimi wspomnieniami z podróży, również Czytelnicy są częścią bloga angażując się w szukanie barwnych zakątków i podsyłając zdjęcia ze swych wyjazdów. To niesamowite uczucie widzieć, jak inni zaczynają dostrzegać kolory i ciekawe detale w otoczeniu!

Jak przygotowujesz się do podróży? Inspirujesz się treściami na innych blogach, zasięgasz opinii znajomych czy tradycyjnie zerkasz do przewodników? A może zdajesz się na żywioł i nie przygotowujesz się do podróży?

Zwykle przed wyjazdem spisuję punkty, które chcę zobaczyć przeglądając blogi i wirtualne przewodniki. Szperam też w grafice Google i na Instagramie. Zazwyczaj przyciąga mnie jakieś zdjęcie lub detal i wiem, że MUSZĘ tam pojechać. Tak było w przypadku zdjęcia pewnej restauracji z niebieskimi krzesłami. Długo szukałam, gdzie znajduje się to miejsce. Okazało się, że to wioska Marzamemi na Sycylii. Parę tygodni później piłam tam cappuccino. Często też w ten sposób znajduję gdzieś nocleg.

Na kilka tygodni przed wylotem w fotelu nawarstwia się pokaźny stos przydatnych drobiazgów, leków i przekąsek, które na dzień przed wyjazdem upycham w plecaku, jak tetris. Lubię być przygotowana na każdą okoliczność, by czuć się pewnie.

Czy słyszałaś o idei „slow travel”? Identyfikujesz się z podróżowaniem w rytmie slow? Jesteś typem osoby odhaczającej atrakcje turystyczne czy raczej zbaczasz z wytyczonych ścieżek? A może szukasz czegoś pomiędzy?

 Zdecydowanie idea niespiesznego podróżowania jest mi bliska i staram się znaleźć złoty środek, by zobaczyć jak najwięcej, ale robiąc to uważnie i w tempie pozwalającym delektować się chwilą. Wydaje mi się, że zawsze podróżowałam w ten sposób, ale do niedawna nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje na to fachowe określenie! Lubię dawać sobie wolność i wsłuchiwać się w nastrój, a ulice czy ścieżki same mnie prowadzą. Czasami też potrzebuję zrobić sobie jednodniową przerwę w podróży i posiedzieć z książką bez wyrzutów sumienia ładując baterie.

Jeśli chodzi o turystyczne atrakcje i zabytki w miastach i miasteczkach, na początku pobytu korzystam zwykle z darmowych pieszych wycieczek, które dają mi pogląd na topografię – wiem potem, do których obiektów warto wrócić i zapoznać się z nimi bliżej.

Czy uważasz, że warto podczas podróży zwolnić? W jaki sposób próbujesz wczuć się w klimat danego miejsca?

Jak najbardziej! W podróży, tak jak i w życiu, cenne momenty, rozmowy, miejsca, interesujące zaułki i detale mogą łatwo umknąć, jeśli pośpiech zdominuje ten wyjątkowy czas. Ważne, by wynieść z podróży coś wartościowego dla siebie, a każdy z nas ma przecież inny temperament i styl zwiedzania.

Dla mnie najlepszym sposobem na wtopienie się w klimat nowego miejsca jest podróżowanie w pojedynkę, choć wiem, że nie każdy dobrze się w tym odnajduje. Lubię też wypady w towarzystwie, np. na długi weekend, gdy odkrywamy wspólnie nowe smaki i urocze zakamarki dzieląc się doświadczeniami, ale czas, gdy w nowym zakątku świata jestem solo jest dla mnie bezcenny – tylko wtedy potrafię w pełni oddać się nowej rzeczywistości. Często wybieram nocleg w pokoju wynajmowanym u lokalnych gospodarzy, rzadziej już poprzez couchsurfing, ale też się zdarza. Jest szansa, by porozmawiać z mieszkańcami danego kraju, posłuchać opowieści o kulturze i polityce, pichcić wspólnie lokalne pyszności i testować narodowe trunki. W ten sposób paradoksalnie rzadko wtedy bywam sama, choć takiego czasu też bardzo potrzebuję, np. poprzez całodzienne zetknięcie z naturą podczas pieszych wędrówek. Wdycham wtedy oszałamiającą przestrzeń, która jest tylko dla mnie.

Gdzie odbyłaś swoją podróż życia?

Każda podróż jest dla mnie podróżą życia, bo w pewnym sensie zawsze mnie zmienia, ulepsza, daje poczucie spełnienia. Z każdego miejsca przywożę coś nowego i budującego; spotykam niesamowitych ludzi, którzy bezinteresownie poświęcają mi chwilę i dzielą się cząstką swej codzienności. Jeśli miałabym wybrać miejsca, które utkwiły we mnie najmocniej, były to Nowa Zelandia, gdzie kilka lat temu odbyłam swoją pierwszą międzykontynentalną podróż w pojedynkę, Wyspa Wielkanocna ze względu na odległość i magię oraz Nepal – to tam zobaczyłam jak dotąd najpiękniejszy zachód słońca w życiu, doświadczyłam niezwykłej gościnności od ludzi, którzy po drodze dawali mi wszystko nie mając nic.

Moim największym podróżniczym marzeniem jest…

Grenlandia, Iran, Wyspa Skye… Chciałabym też odwiedzić plantację kawy, może w Kolumbii? Pomysły na destynacje przychodzą mi do głowy znienacka i zwykle wyjazdy nie są planowane z dużym wyprzedzeniem. Czuję po prostu, jakby konkretne miejsce mnie przyciągało, więc robię wszystko, by móc wkrótce tam wyruszyć. Mam też nadzieję poznać wszystkie wyspy Polinezji – Wyspę Wielkanocną i Nową Zelandię już się udało, choć wciąż nie mogę w to uwierzyć.

Gdybyś miała powiedzieć moim czytelnikom jedno zdanie, które miałoby ich zainspirować do ruszenia w podróż byłoby to…

 Jeśli się wahasz, zaufaj swoim szalonym pomysłom! Zrób choć najmniejszy pierwszy kroczek zbliżający do celu. I miej oczy szeroko otwarte, bo nigdy nie wiadomo, ile fantastycznych kolorów kryje się za niepozornym, szaroburym rogiem. 

fot. Marina Furdyna

Ola to niezwykle radosna i kolorowa osobowość. Miałam przyjemność poznać ją osobiście, gdy przyjechała mnie odwiedzić w Cambridge podczas swojego pobytu w Londynie. Miałyśmy zaledwie kilka godzin, ale od razu między nami zaklikało. Ot, taka magia Internetu!

Olę znajdziecie na blogu, na jej kolorowym Instagramie oraz Facebooku.


I jak Wam się podobał wywiad? Ciekawa jestem czy podzielacie podejście Oli do życia i podróży?