Tag: jak się żyje na północy Australii

JAK SIĘ ŻYJE W KLIMACIE TROPIKALNYM? KILKA SŁÓW O ŻYCIU NA PÓŁNOCY AUSTRALII

Jak wygląda życie w klimacie tropikalnym? Początki były trudne, bo jak tylko przyjechaliśmy to od rana lał się z nieba żar, było wiecznie ponad 35 stopni, a wieczorami nadchodziły burze. Deszcz przynosił nieco ulgi, ale praca w takim wilgotnym klimacie dawała mi się we znaki. Prysznic 3 razy dziennie, uciekanie do klimatyzowanych pomieszczeń jeśli tylko się da i wskakiwanie do basenu, który mamy na tarasie.

W pewnym momencie pogoda się popsuła, padało non stop. Temperatura nieco spadła więc w końcu zaczęłam normalnie oddychać i funkcjonować.  Od miesiąca były już trzy zagrożenia cyklonem. Tu na północ wiedzie tylko jedna droga (którą pokonaliśmy jadąc do Cairns z Brisbane). Niby autostrada, a tak naprawdę do jeden pas w jedną, drugi w drugą stronę. Przez ilość opadów, w pewnych punktach droga była zalana co natychmiast poskutkowało wykupieniem wszystkich owoców i warzyw i większości puszek z lokalnego Colsa (to sieć supermarketów, który obok Woolwortha są najpopularniejszymi sklepami w Australii). Małym plusem, który dostrzegam jest ogromna kolejka w małym warzywniaku, w którym produkty są wyłącznie dostarczane przez lokalnych rolników. Ceny podobne jak w Colsie, a smak nie do pobicia. Pomidorowe pomidory, czy olbrzymiaste, dojrzałe i słodkie mango. To kolejny plus mieszkania w klimacie tropikalnym – niesamowita ilość owoców i warzyw, o których nigdy dotąd nie słyszałam. Próbujemy powoli, są hity, ale też smaki, które nam nie do końca odpowiadają. 

Codziennie zmagam się z wilgotnością powietrza, która wzmaga uczucie gorąca. Trudno wykonywać najprostsze czynności więc naprawdę czekam na zimę, która tutaj podobno jest ulubioną porą roku. W ciągu dnia temperatury sięgają 26-27 stopni, a w nocy spadają do 15. Z oceanu znikają groźne meduzy, można się więc bezpiecznie kąpać. W chwili obecnej kąpać się można tylko w wyznaczonych miejscach czyli siatkach, które są zwykle na plażach strzeżonych. Siatki chronią przed krokodylami, rekinami oraz meduzami. Przy każdej plaży stoją budki, w których znajdziecie butelki z octem, który podobno pomaga w razie oparzenia meduzy.

Co zabawne podobno krokodyle już kilka razy przedostały się do siatek. Skubane w nocy po prostu wyszły z wody i plażą przeszły do siatki. Ja więc widzicie nigdzie nie jest w 100% bezpiecznie.

Palm Cove będzie naszym domem przez najbliższe 3 miesiące. Żyjemy w otoczeniu natury, niedaleko oceanu. Ba, pracuję przy samym oceanie, więc codziennie gdy tylko podnoszę głowę i zerkam na wschód czuję się jak w raju. Wysokie palmy, biała plaża, szumiący ocean, małe wysepki usiane na wodzie.

Po drugiej stronie natomiast rozciągają się góry i soczyście zielone lasy deszczowe, które skrywają mnóstwo wodospadów i jezior. Na razie czas nie pozwala na odkrywanie nowych zakątków, ale listę miejsc do odwiedzenia już sporządziliśmy więc teraz powoli musimy zacząć je odhaczać.

A co można robić w okolicy Palm Cove? Pamiętajcie, że to tu znajduje się Wielka Rafa Koralowa więc jest to idealne miejsce wypadowe na nurkowanie i snorkelling. Niedaleko znajduje się Cairns i Port Douglas. W planach mamy też lot nad oceanem, aby z góry móc podziwiać rafę. Blisko jest też Sky Rail czyli kolejka linowa, z której rozpościera się widok na okolicę oraz las deszczowy. Całkiem niedaleko mamy kilka wodospadów, które przez ostatnie deszcze są jeszcze bardziej spektakularne.

Cairns jest też bazą wypadową na kilka rajskich wysp, my planujemy odwiedzić Fitzroy Island. Więc jak widzicie nudzić się tu nie można.

Warto też podkreślić, że Palm Cove i Port Douglas to typowo turystyczne miasteczka, do których, zjeżdżają się turyści nie tylko z Australii. Wzdłuż głównych ulic jest mnóstwo restauracji, kawiarnii, hoteli z widokiem na ocean. Tu aż chce się przyjeżdżać na wakacje.

Myślicie, że spodobałoby Wam się życie w klimacie tropikalnym?